Refleksja po lekturze książki Jakuba Małeckiego

Gotowi jesteśmy do poświęceń, aby ludzie nas dobrze zrozumieli, nie przekręcili naszych myśli, dobrze odczytali intencje. Rozpalamy ogień naszych gestów i płomiennych słów, by wyrazić siebie, by być usłyszanym, by otrzymać odpowiedź lub sprowokować czyjąś reakcję. Zapominamy jednak, że ogniem nie jesteśmy. Człowiek to jedynie kruche ciało, a bliskość ognia nie zawsze rozgrzewa i rozpala, czasem spopiela.

Czytaj dalej

Drugie Boże Narodzenie – opowieść wigilijna

Jak będzie wyglądało drugie przyjście Chrystusa na świat? Różnie to sobie teolodzy wyobrażali. Nikt jednak z nich nie wpadł na pomysł, że ludzie mogliby Jezusa zrekonstruować.

Włoski pisarz i nauczyciel urodzony w Palermo w 1977 roku, Alessandro D’Avenia, opublikował przed Bożym Narodzeniem apokaliptyczne opowiadanie, którego akcja rozgrywa się na ziemi zamieszkałej przez niewielu, którzy ocaleli i zbudowali cywilizację pokoju, wzajemnej miłości i dobrobytu. Zamieszkali w koloniach rozsianych w kosmosie i tam, dzięki uratowanemu przed zniszczeniem całunowi, zrekonstruowali DNA Jezusa z Nazaretu. Tym razem Chrystus przychodzi na świat w laboratorium. Wszystkie narody są zaangażowane w projekt „Bezpieczne Boże Narodzenie”.

Czytaj dalej

Wyjątkowe opowiadanie tegorocznego noblisty

Jon Fosse w opowiadaniu „A Shining” nazywa to, co nienazwane i nieuchwytne, to co język religii zamienił w banał. Nazywa bez słów. Prowadzi dialog, bo co ma robić, gdy nic nie da się zrobić. Ale mówienie nie skraca dystansu, nic nie wyjaśnia. To, co jest, to po prostu jest i nie musi odpowiadać na twoje pytania. Samochód ugrzązł, jest noc, pada śnieg. Instynkt podpowiada, że trzeba iść przed siebie. Gdzieś muszą być ludzie. W lesie nie można krzyczeć. Halo, czy jest tam kto!? Cisza chce z tobą rozmawiać. Zgubiłeś się dziecko. Zrób coś! Nie możesz tak stać. Zgubiliśmy się wszyscy, ale przynajmniej idźmy razem. Ale dokąd? Gdzieś idziemy, ale w tej drodze się nie spotykamy. Słychać nasze głosy w ciemności. Gdzie jesteśmy? Gdzie? Jesteśmy tam, gdzie jesteśmy, nigdzie indziej. Stoimy w miejscu i niedługo zamarzniemy. To czego doświadczamy, niekoniecznie się wydarza i przychodzi taki moment, że nic już nie ma znaczenia, bo wszystko jest znaczeniem. Taki jest klimat tego wyjątkowego opowiadania.

„Szczerze oddany Szurik” Ludmiły Ulickiej

Czy człowiek, który każdemu robi dobrze, może być nazwany świętym? Taki jest Szurik, tytułowy bohater powieści Ludmiły Ulickiej. Nikomu nie odmawia, a szczególnie kobietom, które pociesza wprawiając w ruch swój męski organ, zwykle z litości, ze współczucia. Łatwo jest źle zrozumieć zachętę do dawania każdemu, kto prosi. Powieściopisarka rzuca wyzwanie dosłownej interpretacji słów Jezusa: każdemu kto chce „wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię ktoś, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi…” (Mt 5,40-42a). Książka Ulickiej to misternie utkane arcydzieło rosyjskiego neorealizmu. Wyraziście portretuje postaci mieszczan XX-wiecznej Rosji i ze szczegółami opisuje wiele ich „nieudanych biografii” i życiowych dylematów. Poznajemy co dzieje się w głowie ludzi próbujących poukładać sobie życie. Opisywana codzienność jest barwna i zaskakuje nieprzewidywanymi zdarzeniami, które usidlają głównego bohatera w jego roli dobroczynnego, trochę naiwnego, maminsynka.

Jego babcia widziała w nim biblijnego Abla, który podobał się Bogu. Sam też wciąż do kogoś się porównywał i wciąż komuś był potrzebny. Nigdy nie pomyślał o swoich pragnieniach. Czy je miał? Wreszcie, stojąc przed lustrem zadaje sobie pytanie: Co to jest własne życie?

Świat żywych i umarłych w powieści Łukasza Barysa

Oddzielenie zmarłych, co siedzą pod ziemią od świata żyjących na ziemi jest przecięciem na pół jednej rzeczywistości. Jeśli uwolnimy się od tych, którzy odeszli, będziemy skazani na udawane życie. Jeśli przestaniemy rozmawiać mową ziemi, mową przodków, staniemy się dalecy sobie, wszystko obróci się w banał i nic już nie będzie chowało się w mroku.

W powieści Łukasza Barysa „Jeśli przecięto cię na pół” zmarli są odpowiedzią dla żywych i żywi dla zmarłych. Jej głównym bohaterem jest Marcel Kazimierz, nastoletni syn rolnika i pracownicy Orlenu przeciętej na pół w wypadku samochodowym. Jego ojcu blisko do Zeusa, bo włada widłami jak on piorunami, ale daleko do Jezusa, gdyż nie potrafi tak pięknie mówić o ziarnach, po prostu odwala robotę. Jest jeszcze babcia, która nie bierze leków, by zwrócić na siebie uwagę i suczka Saba, a także Milena, która ma dwadzieścia pięć lat i nigdy się nie całowała oraz kilka innych osób z wikarym miejscowej parafii włącznie. Czytaj dalej

Rene Karabasz i jej powieść „Zanim dojrzeją granaty”

Ta powieść jest jak dobry film. Cieszę się, że będzie zekranizowana. Moim zdaniem, klimat albańskiej kultury, którą dość dobrze znam, oddany jest tu bardzo rzetelnie a zarazem twórczo i z dużym ładunkiem emocjonalnym. To co przeżywa bohaterka, zaprzysiężona dziewica, nie jest obce mieszkańcom innych krajów zmagającym się z własną tożsamością płciową i tradycyjnym podziałem ról: chłopcy powinni strzelać i zabijać, a dziewczynki leczyć rany i opłakiwać poległych. „Dom jest tam, gdzie obcięto ci skrzydła”, a jeśli nie chcesz, by rządził tobą Kanun, tracisz honor i jak napiętnowany Kain musisz się błąkać po świecie. To dotyczy także wewnętrznej walki każdego człowieka, który pragnie być ale nie tak, jak go być nauczono. Czy przetrwa?

Starość w niedokończonym opowiadaniu Herlinga-Grudzińskiego

Na siedemdziesiątej stronie „Wiek biblijny i śmierć” już tak rozkręcił się Autor tego opowiadania o długowieczności, że opisuje umieranie spełnionego w miłości fizycznej człowieka „jako stopniowe wychodzenie z życia, aż do szczytowego momentu wiecznego wytrysku”. Znając Biblię nie sposób nie przypomnieć sobie w tym momencie śmierci Abrahama, który „zmarł w później, lecz szczęśliwej starości, syt życia” (Rdz 25,8). Dalej zostajemy wprowadzeni w ciężar starości. Bo gdy przypałęta się jakieś choróbsko, człowiek pragnie „wyrwać się za wszelką cenę z kleszczy bólu”. Opowiadanie nie jest oderwaną od codzienności refleksją filozoficzną, lecz podretuszowaną literacko historią jednego człowieka, Bartolomea Spady, który dożył 130 lat i zdążył jeszcze przed śmiercią doświadczyć cudu uzdrowienia za przyczyną faszystowskiego księdza kapitana Anacleto Pretone. Uzdrowiciel nie wiedział, że starzec był Żydem. Wiedział o tym Mussolini. Nie przeszkadzało mu to, by zrobić z niego maskotkę, symbol długowieczności faszystowskiego Imperium. Gdy Herling-Grudziński pisał to opowiadanie, „dom długowiecznego zarastał chwastami”, a on sam „zginął, ale nie wiadomo w jakich okolicznościach”. Gdy Autor tekstu zapowiada zaskakujący zwrot akcji, niedokończony przed śmiercią rękopis urywa się.

Tu i tam – miniatura

Aleksander Perlefter z powieści „Perlefter” Josepha Rotha „lubił zatrzymywać się na mostach łączących Tu i Tam i nie zmuszających tego, co na most wstępował , zdecydować się na jedno albo na drugie”. Nigdy nie był stanowczo Tu ani zdecydowanie Tam, lecz był pomiędzy. Tak samo jak człowiek idący po schodach, o którym trudno zawyrokować czy wchodzi czy też schodzi. Ileż to ludzi na tym świecie żyje pomiędzy! Jedna z bohaterek opowieści Zyty Rudzkiej „latami tkwiła w niewygodnej pozycji, z dłonią na klamce, zawsze przy progu, nigdy naprawdę ani tu, ani tam” (Krótka wymiana ognia). „Ile kostek cukru wrzucić panu do herbaty?” – zapytano kiedyś Edwarda Stachurę. „Bez różnicy, najwyżej nie pomieszam”. Nie da się skoczyć i nie skoczyć zarazem. Zawieszeni nad urwiskiem, bez tożsamości i własnego zdania, czekamy na to, co się wydarzy na jednym lub na drugim brzegu. To, co tam się dzieje opiszą kiedyś w książkach. Będzie wtedy można o tym bezpiecznie poczytać.

Jak przywitać biskupa? – miniatura

Na stronie internetowej z pomocami dydaktycznymi dla nauczycieli religii największą popularnością cieszą się gotowe teksty na przywitanie w parafii księdza biskupa, wierszyki i przemówienia. Większość w rodzaju „Dzień nam niezwykły dzisiaj zaświtał. Sam Arcypasterz do nas zawitał”. Nie tylko dzieci, ale również dorosłych, którym przypadnie zaszczyt wypowiedzenia słowa w imieniu zebranych, trzeba jeszcze nauczyć jak mówić do mikrofonu oraz na której ręce i na jakim palcu szukać biskupiego pierścienia do ucałowania. Zdarzają się jednak sytuacje nieprzewidziane. Szczególnie, gdy natkniemy się na hierarchę w zakrystii lub zostaniemy zaproszeni na poczęstunek.

Pani przewodnicząca podeszła do zastawionego na plebanii stołu i szuka wzrokiem ekscelencji przybyłego z Ameryki Łacińskiej.
– Czy mnie pani szuka? – odezwał się czterdziestoletni mężczyzna w dżinsach i flanelowej koszuli.
– Ksiądz biskup? – spojrzała z niedowierzaniem i rozpoznała twarz, którą widziała przed godziną za ołtarzem, jak wypowiadała słowa błogosławieństwa.
– W samej rzeczy.
– A gdzie ma ksiądz pierścień? – spytała nienagannym kastylijskim.
– Jeśli chciałaby go pani ucałować, to mam go w tylnej kieszeni spodni.

Mogła się spodziewać, że zagraniczny biskup ma inne zwyczaje, nieprzystające do polskiej tradycji, ale już niedługo przekonała się, że każdy z nich jest nieprzewidywalny, jak sam Pan Bóg.

Odwiedzający parafię polski biskup polowy był właśnie w zakrystii. Stał wystrojony w liturgiczne szaty i przeglądał się w lustrze. Podeszła i klękając chwyciła go za rękę. Odwrócił się, jakby poczuł, że jakaś moc wyszła z niego i krzyknął:
– Obywatelko! Postawa zasadnicza! Natychmiast! I nie całować mnie po pierścieniu!

 

Krytyka patriotyzmu

W „Opowiadaniach sewastopolskich” Lwa Tołstoja granica między próżnością a patriotyzmem zaciera się. Pragnenie wyróżnienia się na polu walki sprawia, że dowódcy traktują żołnierzy jak mięso armatnie. Honor oficera sprowadza się do wyniosłości i efekciarstwa. Pańskość i triumfalizm miesza się ze strachem przed śmiercią, lecz i tutaj lęk przed kulami wroga przegrywa z bufonadą i perspektywą awansu. Pośród walczących w wojnie krymskiej nie ma bohaterów, ale nie ma też złoczyńców. Są tylko duże dzieci, którym dano władzę nad życiem prostych ludzi powołanych do wojska, chętnie wystawiające pierś na ordery. Gdy zdobędą się na poświęcenie, wcześniej kalkulują na ile posłuży im ono, by później pochwalić się swoim wyczynem, tym bardziej podkoloryzowanym im mniej świadków przetrwało. A i dorobić się na wojnie można. Przesłanie książki jest aż nadto jasne. Szkoda, że dialogi nie dorównują opisom wewnętrznych rozterek bohaterów, nie zdradzają talentu Tołstoja. Daleko „Opowieściom sewastopolskim” do jego najlepszych dzieł.