Starość w niedokończonym opowiadaniu Herlinga-Grudzińskiego

Na siedemdziesiątej stronie „Wiek biblijny i śmierć” już tak rozkręcił się Autor tego opowiadania o długowieczności, że opisuje umieranie spełnionego w miłości fizycznej człowieka „jako stopniowe wychodzenie z życia, aż do szczytowego momentu wiecznego wytrysku”. Znając Biblię nie sposób nie przypomnieć sobie w tym momencie śmierci Abrahama, który „zmarł w później, lecz szczęśliwej starości, syt życia” (Rdz 25,8). Dalej zostajemy wprowadzeni w ciężar starości. Bo gdy przypałęta się jakieś choróbsko, człowiek pragnie „wyrwać się za wszelką cenę z kleszczy bólu”. Opowiadanie nie jest oderwaną od codzienności refleksją filozoficzną, lecz podretuszowaną literacko historią jednego człowieka, Bartolomea Spady, który dożył 130 lat i zdążył jeszcze przed śmiercią doświadczyć cudu uzdrowienia za przyczyną faszystowskiego księdza kapitana Anacleto Pretone. Uzdrowiciel nie wiedział, że starzec był Żydem. Wiedział o tym Mussolini. Nie przeszkadzało mu to, by zrobić z niego maskotkę, symbol długowieczności faszystowskiego Imperium. Gdy Herling-Grudziński pisał to opowiadanie, „dom długowiecznego zarastał chwastami”, a on sam „zginął, ale nie wiadomo w jakich okolicznościach”. Gdy Autor tekstu zapowiada zaskakujący zwrot akcji, niedokończony przed śmiercią rękopis urywa się.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.