Niewiele rzeczy mnie tak inspiruje do refleksji jak niedokończony obraz. Jeden taki wisi we wspólnocie jezuitów w Gdańsku Wrzeszczu. Jan Paweł II to jedyna prawie ukończona postać, która zajmuje prawą dolną część ciemnego tła z którego w górze wyłania się lekko zarysowany krucyfiks. Spuszczony wzrok papieża sugeruje głębokie zamyślenie, a może nawet zatroskanie. Czym się martwi? Może tym, na co wskazuje lekko uniesiony palec jego lewej ręki opartej na klęczniku. Wiodę wzrokiem wzdłuż wskazującego palca papieża i jedynie mogę zobaczyć, że tam jeszcze nic nie ma. No właśnie. Papież Polak wskazuje na coś, czego jeszcze nie ma, a może powinno być. Może czeka na kogoś, kto się spóźni, albo kontempluje miejsce, w którym ktoś już był i pozostawił po sobie pustkę. Obraz zaprasza do kontemplowania tej pustki, tego braku, tego odejścia bez pożegnania lub do kontemplowania miejsca przygotowanego na przyjście kogoś, kto się spóźnia albo zrezygnował z przyjścia na spotkanie.






