Wyjątkowe opowiadanie tegorocznego noblisty

Jon Fosse w opowiadaniu „A Shining” nazywa to, co nienazwane i nieuchwytne, to co język religii zamienił w banał. Nazywa bez słów. Prowadzi dialog, bo co ma robić, gdy nic nie da się zrobić. Ale mówienie nie skraca dystansu, nic nie wyjaśnia. To, co jest, to po prostu jest i nie musi odpowiadać na twoje pytania. Samochód ugrzązł, jest noc, pada śnieg. Instynkt podpowiada, że trzeba iść przed siebie. Gdzieś muszą być ludzie. W lesie nie można krzyczeć. Halo, czy jest tam kto!? Cisza chce z tobą rozmawiać. Zgubiłeś się dziecko. Zrób coś! Nie możesz tak stać. Zgubiliśmy się wszyscy, ale przynajmniej idźmy razem. Ale dokąd? Gdzieś idziemy, ale w tej drodze się nie spotykamy. Słychać nasze głosy w ciemności. Gdzie jesteśmy? Gdzie? Jesteśmy tam, gdzie jesteśmy, nigdzie indziej. Stoimy w miejscu i niedługo zamarzniemy. To czego doświadczamy, niekoniecznie się wydarza i przychodzi taki moment, że nic już nie ma znaczenia, bo wszystko jest znaczeniem. Taki jest klimat tego wyjątkowego opowiadania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.