Jak przywitać biskupa? – miniatura

Na stronie internetowej z pomocami dydaktycznymi dla nauczycieli religii największą popularnością cieszą się gotowe teksty na przywitanie w parafii księdza biskupa, wierszyki i przemówienia. Większość w rodzaju „Dzień nam niezwykły dzisiaj zaświtał. Sam Arcypasterz do nas zawitał”. Nie tylko dzieci, ale również dorosłych, którym przypadnie zaszczyt wypowiedzenia słowa w imieniu zebranych, trzeba jeszcze nauczyć jak mówić do mikrofonu oraz na której ręce i na jakim palcu szukać biskupiego pierścienia do ucałowania. Zdarzają się jednak sytuacje nieprzewidziane. Szczególnie, gdy natkniemy się na hierarchę w zakrystii lub zostaniemy zaproszeni na poczęstunek.

Pani przewodnicząca podeszła do zastawionego na plebanii stołu i szuka wzrokiem ekscelencji przybyłego z Ameryki Łacińskiej.
– Czy mnie pani szuka? – odezwał się czterdziestoletni mężczyzna w dżinsach i flanelowej koszuli.
– Ksiądz biskup? – spojrzała z niedowierzaniem i rozpoznała twarz, którą widziała przed godziną za ołtarzem, jak wypowiadała słowa błogosławieństwa.
– W samej rzeczy.
– A gdzie ma ksiądz pierścień? – spytała nienagannym kastylijskim.
– Jeśli chciałaby go pani ucałować, to mam go w tylnej kieszeni spodni.

Mogła się spodziewać, że zagraniczny biskup ma inne zwyczaje, nieprzystające do polskiej tradycji, ale już niedługo przekonała się, że każdy z nich jest nieprzewidywalny, jak sam Pan Bóg.

Odwiedzający parafię polski biskup polowy był właśnie w zakrystii. Stał wystrojony w liturgiczne szaty i przeglądał się w lustrze. Podeszła i klękając chwyciła go za rękę. Odwrócił się, jakby poczuł, że jakaś moc wyszła z niego i krzyknął:
– Obywatelko! Postawa zasadnicza! Natychmiast! I nie całować mnie po pierścieniu!

 

Krytyka patriotyzmu

W „Opowiadaniach sewastopolskich” Lwa Tołstoja granica między próżnością a patriotyzmem zaciera się. Pragnenie wyróżnienia się na polu walki sprawia, że dowódcy traktują żołnierzy jak mięso armatnie. Honor oficera sprowadza się do wyniosłości i efekciarstwa. Pańskość i triumfalizm miesza się ze strachem przed śmiercią, lecz i tutaj lęk przed kulami wroga przegrywa z bufonadą i perspektywą awansu. Pośród walczących w wojnie krymskiej nie ma bohaterów, ale nie ma też złoczyńców. Są tylko duże dzieci, którym dano władzę nad życiem prostych ludzi powołanych do wojska, chętnie wystawiające pierś na ordery. Gdy zdobędą się na poświęcenie, wcześniej kalkulują na ile posłuży im ono, by później pochwalić się swoim wyczynem, tym bardziej podkoloryzowanym im mniej świadków przetrwało. A i dorobić się na wojnie można. Przesłanie książki jest aż nadto jasne. Szkoda, że dialogi nie dorównują opisom wewnętrznych rozterek bohaterów, nie zdradzają talentu Tołstoja. Daleko „Opowieściom sewastopolskim” do jego najlepszych dzieł.

Apel o oszczędzanie papieru – miniatura

Gdy wróciłem ze szkoły, mądrzejszy o jedną lekcję na temat ochrony lasów i zdecydowany już zawsze oszczędzać papier, tata leśnik wysłuchał moich nowych poglądów, podrapał się po głowie i rzekł:

– Co jakiś czas musimy robić przecinkę drzew, by las był zdrowy i silny. Tego drewna jest więcej niż potrzebujemy na papier, meble i drewniane domki.

Nie mogłem się zdecydować, której wiedzy zaufać. Czy zbierać makulaturę i pisać w zeszycie drobniejszym pismem, czy też nic sobie z tego nie robić? Czasem więc byłem po stronie szkoły, a czasem po stronie ojca. Podczas zimowych wieczorów zużywałem kilogramy papieru na robienie masy papierowej, z której lepiłem stwory i sylwestrowe maski. Zanim jednak wysmarkałem nos w chusteczkę higieniczną, dzieliłem ją na czworo, by żadnego skrawka nie zmarnować. Nie rozwarstwiałem jej jak kretyn na przezroczyste mgiełki, lecz przerywałem po linii zgięcia. Inteligentnie. Niszczyłem w ten sposób czterokrotnie mniej lasu niż inni zasmarkani rówieśnicy, którzy podobnie jak ja nie znali już jedwabnych chusteczek do nosa.

 

Rośnie liczba chrześcijan bezwyznaniowych

Coraz więcej młodych chrześcijan nie czuje się związana z żadnym instytucjonalnym kościołem, z żadną wspólnotą konfesyjną. To nie tylko zdanie przełożonego Wspólnoty z Taizé cytowane ostatnio w mediach, również w serwisie Vatican News.
Ta rzeczywistość wpisuje się w pewien trend ekumeniczny i była już obecna od kilkudziesięciu lat wśród protestanckich chrześcijan wywodzących się z ewangelikalnych wspólnot protestanckich (tzw. wspólnoty bezdenominacyjne), a obecnie staje się popularna wśród młodych ludzi ochrzczonych w Kościele katolickim. Są to zwykle osoby pragnące pogłębiać swoje życie duchowe i umacniać więź z Jezusem Chrystusem. Poszukują takich wspólnot, które trzymałyby się z daleka od zależności hierarchicznych jakiegokolwiek kościoła instytucjonalnego. Czy to jedynie efekt utraty zaufania do instytucji czy nowy powiew Ducha Świętego?

O autentycznym liderze wspólnoty

Muzyczną metaforą wspólnoty jest symfonia. Forma muzyczna o tej nazwie to trzyczęściowy lub czteroczęściowy utwór na orkiestrę. Symfonia rozpoczyna się w tempie szybkim i potem jej melodia zwalnia. Podobnie dzieje się w każdej rozwijającej się wspólnocie. Po szybkim, spektakularnym początku przychodzi okres mozolnej pracy, niewidocznych efektów i… konfliktów.

Czytaj dalej

Pomost

Pomost to most w jedną stronę, który pozwala odejść od brzegu. Jest jak moja modlitwa, dzięki której zbliżam się do Boga. Nigdy jednak mnie do Boga nie doprowadzi. Nigdy nie przeprowadzi na drugą stronę. Idę kilkanaście, kilkadziesiąt kroków, zachwycam się widokiem lustra wody, a potem wracam na brzeg. Czekam, aż Bóg ruszy w moją stronę.

Czytaj dalej

Mosty

Chwalimy się mostami, które nic już nie łączą, a tylko śmieszą, bo nie przepływa pod nimi żadna rwąca rzeka, a nawet strumyk. Zapominamy, że most nie jest po to, by zachwycał, lecz łączył dwa odległe od siebie brzegi. Dumni jesteśmy z tego, że go zbudowaliśmy, choć nikomu on już nie służy. Natomiast tam gdzie dziś powinniśmy budować mosty, stawiamy mury.

Czytaj dalej

Kościół traci młodych, bo nie wie czego potrzebują

Czego potrzebują dziś wierzący młodzi ludzie według o. Emmanuela Sicre SJ? Odpocząć od zalewu informacji. Zatrzymać się nad sensem tego, co się wydarza i zrozumieć znaczenie historii swojego życia w kontekście dziejów. Uznając, że nie wszystko da się w życiu wyjaśnić, odnaleźć własny styl uczestniczenia w misterium wiary poprzez gesty i słowa. Być tymi, którzy naprawiają popsute relacje i troszczą się o to, by między ludźmi o różnych przekonaniach panował twórczy pokój. Dążyć do harmonii z naturą i cieszyć się jej darami. Uwolnić się od religijnego indywidualizmu, stając się częścią wspólnoty żywych ludzi. Wśród nich odpoczywać, znajdować pocieszenie w trudnościach i pogłębiać życie duchowe. Umieć opowiedzieć swoją historię i być przez innych słuchanym z zainteresowaniem. Porzucić destrukcyjną nostalgię za przeszłością, żyć tu i teraz z wdzięcznością za to, co minęło oraz ufnie spoglądać w przyszłość i budować ją wraz z innymi. Mieć prawdziwych nauczycieli i odziedziczoną tradycję, która nadaje tożsamość i z której można być dumnym. (wnioski po przeczytaniu tekstu o. Emmanuela Sacre SJ, „Trasmettere la fede alle nuove generazioni”, La Civiltà Cattolica, 6.08-3.09.2022, s. 209-218).

Zmysł dotyku

„Zmysł dotyku zepchnięto do kulturowego podziemia” – pisze Jolanta Brach-Czaina w Magazynie Pismo (2/2022). Może dlatego, że dotykając najłatwiej się sparzyć. A może dlatego, że więcej mówimy o złym dotyku niż o dobrym dotyku, choć z pewnością tego drugiego nam brakuje. Niestosowność dotykania drugiego człowieka poza uprawnionym kontekstem seksualnym i lęk przed niechcianym dotykiem zadomowiły się w naszej kulturze i w naszym słownictwie. Ktoś, kto „poczuł się dotknięty”, nie jest z tego powodu szczęśliwy. Obejmujące nas ramiona powinny być oparciem, a coraz częściej budzą niepokój. Przyznam, że czerpię przyjemność z obmacywania drzew i kamieni, ale robię to ukradkiem, oglądając się za siebie, by nie posądzono mnie o jakieś zboczenie. Jakiekolwiek mamy poglądy i w cokolwiek wierzymy, to jednak chcielibyśmy o wielu ważnych dla nas sprawach przekonać się NAMACALNIE, nie po to, by zagarnąć, lecz po to, by poznać z bliska i być może zbudować więź. Dotykanie jest najbardziej bezpośrednim doświadczeniem. To nie to samo, co widzieć coś z oddali lub słyszeć głos, któremu można uwierzyć lub nie. Dźwięki, zapachy i kolory mogą mylić. Dotyk jest bardziej wiarygodny. „Tu przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało, / Że Wojski wciąż gra jeszcze, a to echo grało”.

Foto: flickr.com / brando

Bóg nie jest katem

„Zapomnieliście o upomnieniu, z jakim się zwraca do was, jako do synów. Synu mój, nie lekceważ karania Pana, nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza. Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje. Trwajcież w karności! Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił?” (Hbr 12,5b-7).

Czytaj dalej