„Zmysł dotyku zepchnięto do kulturowego podziemia” – pisze Jolanta Brach-Czaina w Magazynie Pismo (2/2022). Może dlatego, że dotykając najłatwiej się sparzyć. A może dlatego, że więcej mówimy o złym dotyku niż o dobrym dotyku, choć z pewnością tego drugiego nam brakuje. Niestosowność dotykania drugiego człowieka poza uprawnionym kontekstem seksualnym i lęk przed niechcianym dotykiem zadomowiły się w naszej kulturze i w naszym słownictwie. Ktoś, kto „poczuł się dotknięty”, nie jest z tego powodu szczęśliwy. Obejmujące nas ramiona powinny być oparciem, a coraz częściej budzą niepokój. Przyznam, że czerpię przyjemność z obmacywania drzew i kamieni, ale robię to ukradkiem, oglądając się za siebie, by nie posądzono mnie o jakieś zboczenie. Jakiekolwiek mamy poglądy i w cokolwiek wierzymy, to jednak chcielibyśmy o wielu ważnych dla nas sprawach przekonać się NAMACALNIE, nie po to, by zagarnąć, lecz po to, by poznać z bliska i być może zbudować więź. Dotykanie jest najbardziej bezpośrednim doświadczeniem. To nie to samo, co widzieć coś z oddali lub słyszeć głos, któremu można uwierzyć lub nie. Dźwięki, zapachy i kolory mogą mylić. Dotyk jest bardziej wiarygodny. „Tu przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało, / Że Wojski wciąż gra jeszcze, a to echo grało”.

Foto: flickr.com / brando
