Chwalimy się mostami, które nic już nie łączą, a tylko śmieszą, bo nie przepływa pod nimi żadna rwąca rzeka, a nawet strumyk. Zapominamy, że most nie jest po to, by zachwycał, lecz łączył dwa odległe od siebie brzegi. Dumni jesteśmy z tego, że go zbudowaliśmy, choć nikomu on już nie służy. Natomiast tam gdzie dziś powinniśmy budować mosty, stawiamy mury.

Stoi w centrum Tirany taki most, pewnie nie jedyny na świecie, pod którym nic już nie płynie. Przewodnicy turystyczni prowadzą tam każdego obcokrajowca, który podziwia misterną konstrukcję z kamieni, która prócz tego, że opowiada historię z XVI wieku, nie spełnia roli mostu, gdyż rzeka zmieniła bieg i przesunęła koryto o kilkaset metrów. Most sprzedawców skór, którzy pół wieku temu przeprowadzali tędy swoje zwierzęta hodowlane na sprzedaż, stał się pomnikiem historii. Łączył kiedyś górzyste tereny Albanii z cieplejszą w zimie równiną, na którą spędzano owce i bydło w najzimniejszym okresie roku. Wiosną, tym samym mostem powracały w góry na sprzedaż i na rzeź. Most był ważnym etapem na drodze życia zwierząt i ludzi. I choć każde stworzenie musi kiedyś przejść przez śmierć, to zanim dotrze do kresu życia, potrzebuje mostu, by mieć doświadczenie przechodzenia z jednego brzegu na drugi; potrzebuje mostu, by przejść na przeciwną stronę, gdy lodowacieje serce; utożsamić się z tym, co tam, a nie tylko tu, choćby na jeden sezon. Przejść nie po to, by tam zamieszkać na stałe, ale po to, by coś więcej zrozumieć.
Gdy byłem dzieckiem, jeździłem z rodzicami do dziadków, którzy mieszkali nad Bugiem. Nie było tam mostu, ale upalnym latem można było przejść rzekę w bród. „Niby po co?” – pytała babcia. Tam, za Bugiem, mieszkają inni ludzie. Trudno się z nimi dogadać, a nie daj Boże, żeby któryś z naszych chłopaków wziął sobie dziewkę zza Buga”.
Ani płycizna, ani most nie niweluje podziałów. Most wznosi się ponad i przypomina, że istotą prawdziwego pomostu jest dźwiganie różnic i napięć, a nie ich unicestwienie. Podzieleni, lecz sobie życzliwi. Skonfliktowani, ale szanujący się nawzajem. Tej rzeczywistości nie da się przeskoczyć, trzeba ją zaakceptować. Jezus zapowiadał, że podziały przyjdą, bo muszą przyjść. Dał też nam wskazówki, jak z tymi podziałami żyć, jak ponad nimi budować relacje. Nie okopywać się, nie walczyć z tymi po drugiej stronie. Zaprzeć się nawet swoich poglądów, jeśli to ma nam pomóc pokochać kogoś, kto myśli inaczej. Ah te mosty nierozumiane. Ah te mosty znienawidzone przez budujących mury na przejściach.
