Przyszedłem powołać grzeszników, a nie sprawiedliwych (Mt 9,13)

Grzesznicy to ludzie, którzy nie mogą sobie poradzić z własnymi słabościami, ze swoją słabą wolą. Ciągle upadają i ciągle im nie wychodzi postanowienie poprawy. To są właśnie ci, o których Jezus mówi: „Przyszedłem do tych, którzy się źle mają”. Nazywa ich ubogimi w duchu, czyli całkowicie zależnymi od tego, czy Bóg ich uwolni od ich słabości czy nie. Są ludźmi słabego ducha. Popadają wciąż w te same grzechy. Nie są w stanie sami się poprawić. Nie są w stanie uwolnić się od ciągle powracającego grzechu, od myślenia tylko o sobie i grzesznych przyjemnościach. Ciągle to samo, jestem wstrętny, niepoprawny. To są ludzie bezradni wobec własnej grzeszności. Jeśli jesteś taką osobą, to właśnie do Ciebie przychodzi Jezus, aby cię zbawić, aby cię wyzwolić z grzechów i słabości, aby cię wzmocnić.

Ojciec mówi do dziecka: „Poproś Pana Boga, abyś był lepszy”, na co dziecko odpowiada: „Po co będę prosił. Sam się poprawię”. Ubodzy duchem są zaprzeczeniem takiej postawy. Dla nich zbawienie jest darem, który się przyjmuje, a nie zadaniem, które należy wypełnić. Ubodzy duchem już na ziemi doświadczają, że królestwo Boże dostali w prezencie, a nie, że na nie zasłużyli, bo sami się poprawili. Ubodzy w duchu są za wszystko wdzięczni Bogu.

Ludziom samowystarczalnym, którzy uważają, że sami potrafią się zmienić, którzy uważają, że sami potrafią żyć bez grzechu, sami potrafią być bez zarzutu… takim ludziom Jezus nie ma nic do zaproponowania. Przekonanie o własnej samowystarczalności to grzech, jaki oddziela nas od Boga. Nie wtrącaj się Panie Boże – mówimy – ja sam to naprawię. Pójdę do spowiedzi, gdy stanę się lepszy. Nie!!! Idź do spowiedzi po to, aby Bóg uczynił cię lepszym.

Jezus nie wstydził się, że ktoś go zobaczy w towarzystwie celnika Mateusza, współpracownika okupantów, kolaboranta i ździercy. Jezus nie wstydzi się, że ktoś go zobaczy w towarzystwie prostytutki czy zdrajcy. Jezus wstydzi się sprawiedliwego, który nie poda ręki grzesznikowi.