Marsz martwych patriotów

Żałosne pajace wojny. Ani to weselnicy, ani to grabarze. Maszerują w ciemność nie potrafiąc odróżnić tego co heroiczne od tego, co nikczemne. Skrywając za uśmiechem porażkę idą za konwojem ciężarówek obładowanych trumnami patriotów. Oto bohaterowie książki Ismaila Kadarè zatytułowanej „Generał martwej armii”.

Jeden z bunkrów w Albanii (foto: flickr.com/Eser Aygun)

Wraz z księdzem i w towarzystwie eksperta od wykopywania poległych, generał poszukuje ciał swoich żołnierzy, którym nie da się już wydać żadnego rozkazu. Przeklęta misja. Wszystko obumarło. Nic prócz wspomnienia porażki nie przetrwało. Z dobrze wyszkolonej armii pozostały same kości, kilogramy bezużytecznego wapnia. „Resztki te nie miały w swoim wyglądzie nic, co by robiło wrażenie. Zmieszane z pulchną ziemią wyglądały na kawałki suchych gałęzi” (s. 19). Armię nieboszczyków, odzianą w plastikowe worki zamiast mundurów, szykuje generał do odwrotu.

W makabrycznym śnie, który wciąż się powtarza, poszukiwacze poległych kopią na stadionie przy pełnych trybunach. „Po otwarciu każdego kolejnego grobu tłumy klaszczą ze wszystkich sił, cały stadion wstaje z miejsc i zaczyna skandować nazwisko żołnierza” (s. 56). A na jawie, gdy generał martwej armii patrzy na żywego człowieka zmęczonymi oczyma, machinalnie odziera go z włosów, odejmuje mu policzki, oczy, jako coś niepotrzebnego, coś, co wręcz przeszkadza zgłębić jego istotę, i wyobraża sobie jego głowę w postaci czaszki i zębów” (por. s. 59).

Powieść napisana w latach 1962-1966 rozgrywa się na terenie Albanii i nawiązuje do przegranej tam przez włoskich żołnierzy II wojny światowej. Opisane wydarzenia są także pretekstem, by opowiedzieć o szlachetnej duszy albańskich górali i moralnej degeneracji włoskich patriotów.

„Tędy przeszedł okryty hańbą Błękitny Batalion, który spalił tę wieś i wymordował jej ludność, pozabijał nasze kobiety i dzieci, a mężczyzn powiesił na stojących tu słupach” (s. 74) – głoszą słowa wyryte na jednym z albańskich pomników wzniesionych ku czci pomordowanych. Batalionem dowodził okrutny pułkownik Z – morderca i gwałciciel. Pragnąca odnaleźć jego zwłoki „matka pułkownika nie przestawała mówić o swoim synu, powtarzając nieustannie: – Był taki wrażliwy na wszystko, co piękne na ziemi! – i wycierała oczy chusteczką” (s. 79). To co piękne i heroiczne miesza się z tym, co wstydliwe i smutne.

W latach dziewięćdziesiątych widziałem w Albanii wiele opuszczonych bunkrów i walącą się szkołę, cmentarz ogołocony z krzyży i śmierdzącą rzekę ze sterczącym nad nią kikutem mostu. Nagi krajobraz poorany bliznami dawnej wojny i sterany wyrokami upadającego reżimu odsłaniał piaszczyste drogi bez drzew i koryta strumieni pozbawione wody. Żywi wydawali się być martwymi, uschniętymi na własnej ziemi, ofiarami generałów – tych obcych i tych swoich. Jeśli kiedykolwiek jeszcze powrócą, albańska ziemia sama ich pochłonie, bo ileż krwi może wsiąknąć w mury jednego domu.

Ismail Kadarè, Generał martwej armii, PIW, Warszawa 1984.

Foto: Eser Aygun (flickr.com)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Literatura, Wpisy i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 odpowiedź na Marsz martwych patriotów

  1. yogitea pisze:

    Oj dziwna ta natura ludzka … 😉 🙂 Mam nadzieję, że zamieści Ojciec też swoją refleksję, czy recenzję „Ksiąg Jakubowych” (bo widzę, że Ojciec czyta)… Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.