Dla Stanisława Wyspiańskiego „Polska to wielka rzecz” i choć wolnej Ojczyzny nie dożył to „rozumiał, że najistotniejszym składnikiem jej wielkości jest i musi być jej wierność Bogu, jej żywa katolicka wiara” – przypomniał o tym w swoim kazaniu wygłoszonym w 1932 roku, w 25-rocznicę śmierci Pisarza, ojciec Jan Rostworowski SJ.

„Chcieć tę wiarę z serca Polski wyrwać, czy tylko ją osłabić, jest to tyle, co wyrwać sam rdzeń narodowego drzewa, zamieniając je tym samym w to, czemu grozi Poeta
Że gdy na nie wichry dmuchną
Rozleci się zgasłe próchno”
I wichry dmuchnęły. Według ojca Rostworowskiego Wyspiański przeczuł w swoich utworach, że w naszą Ojczyznę „będą uderzać wichry przeróżnych pokus i złowrogie fale, w tym celu miotane mocami ciemności, by światło wiary zatopić w niej i zgasić. I w tej myśli, chcąc ostrzec swój naród przed największym i najzgubniejszym nieszczęściem, upomina i zaklina i woła całą mocą swego ducha i całym płomiennym ukochaniem swego serca, że powstanie i życie wskrzeszonego narodu nie może ziścić się inaczej, tylko od Boga, przez Boga i z Bogiem”.
W swoim płomiennym kazaniu (1) ojciec Rostworowski zwraca się do samego Stanisława Wyspiańskiego:
„Gdyś jeszcze był pomiędzy nami, wielki wieszczu nowego narodowego życia, zadawałeś sobie prześliczne pytanie
O któryż jestem żywy
Czy ten, co leci wzwyż
Czy ten co zmarł szczęśliwy
Ściskając w ręku krzyż? (2)
Na to pytanie my dziś możemy dać odpowiedź…” – dodaje w 1932 roku ojciec jezuita.
Tyle o. Jan Rostworowski, a my dzisiaj, czy możemy dać na to pytanie odpowiedź? Z troski o życie własne i innych siedzimy w naszych domach, ale nie czujemy się żywi, a tym bardziej nie czujemy się szczęśliwi. Czy czuliśmy się żywi i szczęśliwi, gdy trudziliśmy się po godzinach, by podnieść nasz poziom życia, by stać nas było, jak innych, na lepsze mieszkanie, lepszy samochód i wakacje w odległych, egzotycznych krajach? Wznosząc się po laury i zaszczyty zatraciliśmy coś ważnego. Wzlatując na wyżyny lukrowanych uroczystości religijnych wydarliśmy z albumów naszej historii pamięć o cierpiącym Bogu. Wciąż marzy nam się wesele, a tu pogrzeb za pogrzebem.
Dokładnie 120 lat temu Wyspiański był na hucznym wiejskim weselu, dzięki czemu powstało znane nam wszystkim dzieło. Od tego czasu przetoczyły się przez Polskę dwie wojny i niejedna zaraza. Tyfus, czerwonka i hiszpańska grypa, która zabiła na całym świecie prawie milion osób, a zachorowało około 500 milionów. Dur brzuszny zabił w latach 1919-1924 prawie 10 tysięcy Polaków. Jeszcze po II wojnie światowej dur brzuszny zbierał swoje plony. Zmarło ponad pół tysiąca ludzi. W tamtych trudnych czasach niektórzy troszczyli się tylko o siebie, ale byli też tacy, którzy myśleli o innych. Jedni i drudzy umierali. Ci pierwsi z przerażeniem w oczach, ci drudzy ściskając w ręku krzyż, nie tracąc wiary w ludzi i w zmartwychwstanie.
Marzy nam się silna Polska i huczne wesele. Któż myśli o umieraniu! Wojny i zarazy nie dotyczą przecież nas, lecz naszych ojców i dziadków – tak myśleliśmy do niedawna. A teraz? Nadal marzy nam się prosperity i przyjemne życie, a przy tym ćwiczenia duchowe odprawiane ze zwykłego snobizmu lub psychoterapia dla załatania wydumanych ran. Staliśmy się roszczeniowi i delikatni jak porcelana. W ostatnich tygodniach przygaśliśmy jakby trochę. Chyba z lęku, że to co nam pokazują może nie być serialem, premierą nowego filmu, czy ćwiczeniami online z tarczą uaktualnianą na bieżąco na „pokazwirusa.pl”. To się nie dzieje naprawdę – powtarzamy w duchu.
Obyśmy się nie rozlecieli jak „zgasłe próchno”. Oby nie ostał się nam ino sznur… od zawieszonego na szyi krzyża. Jeśli go jeszcze nosimy.
Przypisy
_________________________________________________
(1) Jan Rostworowski SJ, „Kazanie na obchód 25 letniej rocznicy zgonu Wyspiańskiego, wypowiedziane w kościele franciszkanów w Krakowie dn. 26 listopada 1932 r.”, w: Kazania i szkice księży Towarzystwa Jezusowego, seria druga, Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1933, s. 430-439.
(2) Poniżej cały wiersz Wyspiańskiego:
Ach, któryż jestem żywy,
czy ten, co leci wzwyż,
czy ten, co zmarł szczęśliwy,
ściskając w dłoni krzyż — ?
Czy ten, co skrzydeł loty
przez żywot miał związane,
czy ten, co ciska groty
o krzemień gwiazd krzesane — ?
Czy ten, co legł przykryty
kirami i całunem,
czy ten, co mija szczyty
i drogę tnie piorunem — ?
Czy ten, co legnie zmożon
przed świątyń własnych progiem,
czy ten, co niezatrwożon
na sąd ma stanąć z Bogiem — ?
O, chcą odemnie, chcą,
by hart był zawsze w sile,
by wciąż ich wzruszał łzą,
podniosłą łzą na chwilę.
By hart był w dźwięku słów,
by jęk był pełen siły,
by dreszczem wstrząsnął znów
i żywych i mogiły.
Foto: Pieter Bruegel Starszy – Chrystus niosący krzyż (detal) – wikipedia.

Oj, marzy się nam silna Polska, marzy, ale silna solidarnymi obywatelami a nie silną władzą, która raz zamknie, raz wypuści, coś zabroni, coś rozkaże 🙁 Ten wirus to z jednej strony takie troszkę rekolekcje, z drugiej egzamin: i dla władzy i dla społeczeństwa. Zobaczymy, co się okaże na końcu, ale nie sądzę, byśmy zdali na piątkę. Szczególnie, że zmartwienia mamy dwa i nie wiadomo, które w skutkach gorsze: wirus i wybory.