Miej serce i uwierz, że inni też je mają

Przed laty złożyła mi wizytę główna księgowa z dużej firmy. Poprosiła o prywatną rozmowę w delikatnej kwestii. Tak to nazwała „delikatna, poufna kwestia”. O co więc chodziło? Zaproponowała darowiznę 20 tysięcy złotych na prowadzoną przeze mnie poradnię dla uzależnionych. Ucieszyłem się, ale nie na długo. Chodziło jej o to, abym poświadczył, że przyjąłem darowiznę w wysokości 20 tysięcy, a ona mi da tysiąc złotych. Natychmiast otworzyłem drzwi i kazałem jej wyjść.

Ile takich sytuacji zdarzało się i zdarza w naszym tzw. chrześcijańskim świecie? Z pewnością nie był to wyjątek. Niektórzy dają pieniądze innym po to, aby jeszcze więcej mieć we własnym portfelu. Dobroczynność musi się im opłacać.

Maria Konopnicka w noweli „Miłosierdzie gminy” przedstawia społeczność ludzi, którzy chcą się dorobić na wzięciu pod opiekę niedołężnego staruszka, wykorzystując go jako siłę roboczą i nie wydając na niego pieniędzy otrzymanych na ten cel od gminy. Takie postawy wciąż są obecne w naszej europejskiej cywilizacji. W Polsce chętnie udzielamy pomocy Ukraińcom uciekającym przed wojną, ale ilu z nas przyjmuje ich pod warunkiem, że to nic nas nie będzie kosztowało. A są i tacy, którzy chcą jeszcze na tym zyskać.

Gdy w styczniu 2022 roku wybuchły w Kazachstanie krwawo tłumione rozruchy zaczęto mówić o nowej fali uchodźców. Tym razem z Kazachstanu. Różne kraje wyraziły swoją gotowość przyjęcia zamożnych i zaradnych Kazachów, ale nie tych biednych i niezaradnych. Czy nie jest to ilustracja przesłania noweli Marii Konopnickiej? Dorobić się na ludzkiej biedzie, zrobić dochodowy biznes z dobroczynności, zyskać na miłosierdziu, a raczej na jego karykaturze. Podobne przykłady można spotkać w wielu zamożnych krajach Europy, które chętnie przyjmą wykształconych specjalistów migrujących z innych krajów, ale biednymi analfabetami już tak bardzo się nie ucieszą.

Może dlatego wielu traci wiarę w to, że ludzie mają dobre serce, że pomagają z dobrego serca, a nie z kalkulacji. Gdy otrzymaliśmy duży grant od Episkopatu USA, wiedziałem, że fundusze pochodziły ze zbiórek w amerykańskich Kościołach, że pochodziły od tej ubogiej wdowy, która rzucając na tacę odmawiała sobie pełnego obiadu. Poświęcała się, abyśmy mogli tym pieniążkiem uczynić coś dobrego. Wciąż jednak są tacy, którzy nie wierzą, że nikt nie daje, jeśli nie czerpie z tego korzyści. Takich niewierzących ludzi nie jest mało, również wśród księży, którzy chyba bardziej powinni wierzyć z doświadczenia, że ludzie bywają dobrzy i hojni.

Mimo opisanej na wstępie historii z mojego życia nie straciłem wiary w bezinteresowność ludzi i często jej doświadczam.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.