Pójdziesz do nieba jeśli będziesz grzeczny

Herezją najbardziej dziś rozpowszechnioną pośród praktykujących katolików jest przekonanie, że na niebo trzeba zasłużyć. Życie po Bożemu oznacza dla nich trzymanie się sztywnych reguł, jasno sformułowanych zakazów i nakazów, zarabianie na zbawienie nieskazitelnym zachowaniem i regularnym odmawianiem modlitw.

Bóg stał się człowiekiem nie po to, aby przekazać człowiekowi przykazania, których musi przestrzegać, aby dostać się do nieba. Nie znajdziemy w Ewangelii instrukcji dotyczących obrzędów religijnych, lecz raczej ich krytykę. Gdyby apostołowie nie prosili Jezusa, aby nauczył ich jakiejś modlitwy, nie znalibyśmy „Ojcze nasz”.

Wzrastamy w atmosferze heretyckich przekonań słysząc od dzieciństwa sformułowania typu: „osoba pobożna, to taka, która odmawia dużo modlitw, ma ołtarzyk przy łóżku i uczestniczy często w obrzędach religijnych”, „jeśli będziesz źle postępował, to Bóg przestanie cię kochać”, „jak nie będziesz chodził do kościoła, to pójdziesz do piekła”.

W głowie wielu chrześcijan ukształtował się obraz osoby głęboko wierzącej jako tej, która pobożnie składa rączki na modlitwie, odwiedza miejsca prywatnych objawień i daje na mszę, a przykazania traktuje jako kodeks karny, który pomaga mu lub jej zrozumieć jak daleko może się posunąć, aby nie narazić się Panu Bogu. Pisząc Bóg wielką literą, składa hołd nie Bogu, lecz stworzonemu przez siebie obrazowi jakiejś siły wyższej, której trzeba się bać. Człowiek, który stworzył boga ze swoich lęków, ma zawsze poczucie wyższości nad innymi. Boi się, że nie zaliczy u swojego boga egzaminu z życia i skończy w ogniu piekielnym.

Kościół potępił tę herezję już w V wieku, gdy uczniowie Pelagiusza zaczęli głosić, że człowiek jest sam zdolny przezwyciężyć grzech i osiągnąć świętość. Chrystus był dla nich tylko przykładem do naśladowania, a nie Zbawicielem, który zbawił człowieka pomimo naszych grzechów.

Chrześcijanin postępuje szlachetnie, nie dlatego, żeby zasłużyć na niebo, lecz dlatego, że wdzięczny jest Bogu za Jego bezgraniczną miłość, za dar nieba, jaki otrzymał gratis w Chrystusie i dzięki Chrystusowi. Bałwochwalcy natomiast skupiają się na skrupulatnym przestrzeganiu wszelkich nakazów i zakazów tylko po to, by zaskarbić sobie przychylność bóstwa, aby się mu nie narazić. Nie kochają ludzi spoza grona swoich. Chcą sami zasłużyć na zbawienie i wyprosić je najwyżej mniej „pobożnym” bliskim. Niewiele obchodzi ich ludzkość. Nie chcą, by niebo było gratis. Nienawidzą grzeszników i „szczękają zębami”, gdy widzą, jak ci naruszają „przenajświętsze” obyczaje.

Foto: Stanisław Pacholik SJ

 

9 komentarz do “Pójdziesz do nieba jeśli będziesz grzeczny

  1. Dopiero kiedy zacząłem czytać książki Anthonego De Mello SJ , zrozumiałem ile strachu i poczucia winy we mnie wpojono. Najpiękniejsza jest medytacja z książki „U Źródeł” -DOBRA NOWINA. Po ponad czterdziestu latach, po raz pierwszy poczułem jak bardzo jestem przez Boga kochany. Zachęcam każdego do własnej więzi z Bogiem, do własnych przeżyć mistycznych.

    I dłuższy fragment z ,,Przebudzenia”

    “Jest tylko jedno zło na świecie – strach, jest tylko jedno dobro na świecie – miłość. Czasami jedynie inaczej są określane. Niekiedy miłość nazywana jest szczęściem, wolnością, pokojem, radością, Bogiem czy zgoła czymś innym. Ale nieważne, jak ja zwał. I nie ma na świecie takiego zła, które nie pochodziłoby ze strachu. Nie ma.

    Ignorancja i strach, ignorancja wypływająca ze strachu. Wszelkie zło pochodzi ze strachu i każdy gwałt z niego się bierze. Osoba rzeczywiście pozbawiona agresji jest osobą, która nie ma w sobie strachu. Gdy obawiasz się czegoś, stajesz się zły. Przypomnij sobie, kiedy ostatni raz byłeś zły. Idź dalej. Pomyśl, kiedy byłeś zły i jaki lęk krył się pod twoją złością. Czego bałeś się stracić? Ci miano ci zabrać, iż tak bardzo się bałeś? To tutaj tkwi przyczyna twej złości. Pomyśl o jakiejś zlej osobie, być może to ty jesteś źródłem jej strachu. Czy widzisz, jak jest przestraszona? Jest naprawdę wystraszona, bez żartów. Ostatecznie są jedynie dwie rzeczy na świecie: milośc i strach. “
    Pozdrawiam

  2. To, co Ojciec pisze jest mi bardzo bliskie. Dużo czasu zajęła mi zmiana lękowej postawy wobec Boga, na postawę otwartości na Jego miłość. Myślę, że ta zmiana nadal we mnie się dokonuje, mam wciąż wiele wątpliwości. Nauczono mnie czego innego – strachu przed śmiercią w grzechu, co jest jednoznaczne z pójściem do piekła. Możliwa jest np. sytuacja, gdy ktoś nie pójdzie w niedzielę do kościoła, a następnego dnia zginie w wypadku. Wtedy, według tego, czego mnie uczono, pójdzie do piekła. Czy się z tym zgadzam? Nie, budzi się we mnie bunt. Gdzie tu miejsce na miłosierdzie? Napisał Ojciec, że myślenie typu „jak nie będziesz chodził do kościoła, pójdziesz do piekła” jest niewłaściwe. W Katechizmie KK czytamy jednak: 1033 Nie możemy być zjednoczeni z Bogiem, jeśli nie wybieramy w sposób dobrowolny Jego miłości. Nie możemy jednak kochać Boga, jeśli grzeszymy ciężko przeciw Niemu, przeciw naszemu bliźniemu lub przeciw nam samym: „Kto… nie miłuje, trwa w śmierci. Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego” (1 J 3, 14 c-15). Nasz Pan ostrzega nas, że zostaniemy od Niego oddzieleni, jeśli nie wyjdziemy naprzeciw ważnym potrzebom ubogich i maluczkich, którzy są Jego braćmi. Umrzeć w grzechu śmiertelnym, nie żałując za niego i nie przyjmując miłosiernej miłości Boga, oznacza pozostać z wolnego wyboru na zawsze oddzielonym od Niego. Ten stan ostatecznego samowykluczenia z jedności z Bogiem i świętymi określa się słowem „piekło”.
    Czyli jednak Kościół naucza, że jeśli ktoś umrze w stanie grzechu ciężkiego, skazuje się na wieczne potępienie. Za taki grzech Kościół uważa brak uczestnictwa w niedzielnej Mszy Świętej –
    KKK 2181 Eucharystia niedzielna uzasadnia i potwierdza całe działanie chrześcijańskie. Dlatego wierni są zobowiązani do uczestniczenia w Eucharystii w dni nakazane, chyba że są usprawiedliwieni dla ważnego powodu (np. choroba, pielęgnacja niemowląt) lub też otrzymali dyspensę od ich własnego pasterza (Por. KPK, kan. 1245). Ci, którzy dobrowolnie zaniedbują ten obowiązek, popełniają grzech ciężki.
    Szczerze – jest to dla mnie trudne do przyjęcia. Wolę chodzić do kościoła z potrzeby serca, z chęci spotkania z Kimś, kto jest dla mnie najważniejszy, niż ze strachu. Znam jednak wiele osób, (swego czasu we mnie samej było takie myślenie), które panicznie boją się potępienia i niedzielę zaczynają od Mszy, bo później może zdarzyć się coś, co przeszkodzi im w wypełnieniu obowiązku i ściągną na siebie karę wiecznego potępienia. Jak zmienić takie myślenie? A może inaczej – nie próbować zmieniać, może jednak mają rację, może to z moją wiarą jest coś nie tak?

    • Na szczęście ten zapis KKK daje szeroką możliwość interpretacji, co jest „ważnym powodem”. Nie jest nim na pewno lenistwo. A do piekła trafią tylko ci, którzy chcą tam iść. Optymistyczne jest jednak to, że Bóg chce zbawić każdego człowieka. Jeśli taki jest Jego cel, to czy Bóg Wszechmocny nie osiągnie swojego celu? Czy może Bóg ponieść porażkę? Możemy mieć nadzieję, że kto jak kto, ale Bóg osiągnie swój cel. W jaki sposób? Pewnie pozostanie to długo tajemnicą. Pozdrawiam

  3. Trochę za dużo uproszczeń i skrótów myślowych w wyrażonej przez Księdza Wojciecha opinii. Wypowiedź tę traktuję tak właśnie: jako prywatną opinię. Taki też charakter ma moja wypowiedź. Oczywiście, że zbawienie jest darem Boga danym absolutnie gratis każdemu człowiekowi. Co więcej, jeśli sięgniemy do początku listu do Efezjan odnajdujemy myśl św. Pawła, z której wynika, że każdy z istniejących, powołanych do życia, wybrany został przez Dobrego Ojca już „przed założeniem świata” (Ef 1,4), aby był świętym i nieskalanym przed Jego obliczem. A więc przed aktem stwórczym, którego opis odnajdujemy na pierwszych kartach Księgi Rodzaju, każdy z nas w Bogu już był zamyślany i umiłowany. Każdego Bóg zapragnął, za każdym zatęsknił i pomimo wiedzy o grzechu, jakiego każdy z nas dopuści się korzystając z daru wolności, każdego Bóg powołał ostatecznie do istnienia. Co więcej, już wtedy przed powołaniem do istnienia czegokolwiek, już wtedy Dobry Ojciec przewidział, że konieczna będzie Ofiara Jego Syna (Ef 1,7), by przywrócić człowiekowi każdemu możliwość skorzystania z daru odkupienia jakiego Jezus dokona, by każdy miał otwartą drogę do zbawienia. I to wszystko „przed założeniem świata”. Nie wolno jednak zapominać i o tym, co powiedział Jezus: „Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję”. (J15,14) i co podkreślali w przekazie świadectwa o Nim w wielu miejscach apostołowie, a co najbardziej dosadnie wyraził św. Jakub: „ Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie”. (Jk2,17) Oczywiście podjęte wątki należałoby rozwinąć o teologiczną interpretację. Proszę zatem wybaczyć, ale nie widzę podstaw do tak jednoznacznego deprecjonowania tego, co określił Ksiądz między innymi słowami: „W głowie wielu chrześcijan ukształtował się obraz osoby głęboko wierzącej jako tej, która pobożnie składa rączki na modlitwie, odwiedza miejsca prywatnych objawień i daje na mszę, a przykazania traktuje jako kodeks karny, który pomaga mu lub jej zrozumieć jak daleko może się posunąć, aby nie narazić się Panu Bogu. Pisząc Bóg wielką literą, składa hołd nie Bogu, lecz stworzonemu przez siebie obrazowi jakiejś siły wyższej, której trzeba się bać. Człowiek, który stworzył boga ze swoich lęków, ma zawsze poczucie wyższości nad innymi. Boi się, że nie zaliczy u swojego boga egzaminu z życia i skończy w ogniu piekielnym”. Powoli, powoli, powoli!! Zbyt szybko ksiądz upraszcza i depcze po ludzkiej słabości. Chrystus tego nie uczynił. Pozdrawiam w Panu.

    • Niezrozumienie usprawiedliwienia z wiary wynika często z niezrozumienia, czym jest wiara. Wiara to nie jest jakieś przekonanie, czy uczucie skrywane w sercu. Żywą wiarę widać. Pan Jezus zanim uzdrowił paralityka widząc czterech, którzy go nieśli ZOBACZYŁ ICH WIARĘ. Jeśli wiary nie widać w uczynach to jej po prostu nie ma, ale nie uczynki usprawiedliwiają, lecz wiara, której one są naturalną konsekwencją.

  4. Oj Dino,
    jako byly hipis pozwole sobie na Ty.
    Widze z taka krytyka rzekomego „pelagianizmu” propagujesz swoista protestantyzacje Kosciola. Przeciez dokladnie takie zarzuty czynia nam luteranie!
    Jednak nawet ich Dietrich Bonhoeffer przypomnial o koniecznej potrzebie SYNERGII (wspoldzialania z Laska Boza) i w książce „Naśladowanie” (wydana przez Dominikanow) gania TANIĄ ŁASKĘ::

    Łaska tania to śmiertelny wróg naszego Kościoła. Nasza walka toczy się dziś o łaskę, która miałaby swoją cenę.
    Łaska tania jest jak towar oddany za bezcen, przebaczenie
    z przeceny, pocieszenie z przeceny, sakrament z przeceny; to tak,
    jakby niewyczerpany skarbiec Kościoła opróżniano lekką ręką, bez
    cienia wątpliwości i bez ograniczeń; to łaska za darmo, bez kosztów. Podobno istotą łaski jest, że rachunek uregulowano z góry
    po wsze czasy. Na poczet zapłaconego rachunku można otrzymać
    wszystko darmo. Poniesione koszty są niezmiernie wielkie, niezmiernie wielka jest więc też możliwość korzystania z łaski i marnotrawienia jej. Czymże jednak byłaby łaska, gdyby nie była łaską tanią?
    Łaska tania to łaska będąca nauką zasadą, systemem; to odpuszczenie grzechów, traktowane jako prawda ogólna. Łaska tania oznacza zredukowanie miłości Bożej do chrześcijańskiej idei
    Boga. Wystarczy ją tylko zaakceptować, a już odpuszczają się
    człowiekowi grzechy. Kościół nauczający o tej łasce przez samą
    naukę już w niej uczestniczy. W Kościele tym świat znajduje
    tani płaszczyk dla swych grzechów, których nie żałuje i od których
    wcale nie pragnie się uwolnić. Stąd też łaska tania to zaparcie
    się żywego Słowa Bożego, to zaparcie się Wcielenia Bożego Słowa.
    Łaska tania stanowi usprawiedliwienie grzechu, a nie grzesznika. Łaska działa przecież sama, a więc wszystko może pozostać po staremu. 
    „Uczynki nasze są przecież nadaremne”. Świat
    nadal będzie światem, my nadal będziemy grzesznikami „nawet
    w najlepszym życiu”. Niech zatem i chrześcijanin żyje jak świat,
    niech się do świata we wszystkim upodobni i niechże nie waży
    się — pod zarzutem herezji nadgorliwości — prowadzić w stanie łaski życia odmiennego od tego, jakie wiedzie w stanie grzechu. Niech się strzeże, by przeciw tej łasce nie unieść się gniewem, by nie sprofanować tej olbrzymiej taniej łaski, niech nie próbuje podjąć nowej służby Literze przez próbę posłusznego życia, podporządkowanego przykazaniom Jezusa Chrystusa!
    Świat usprawiedliwiony jest przez łaskę, toteż — z uwagi na
    powagę tej łaski!, aby nie sprzeciwiać się tej łasce, której niczym
    zastąpić się nie da! — niech chrześcijanin żyje tak, jak reszta świata! Niewątpliwie, chętnie uczyniłby on coś nadzwyczajnego, a rezygnacja z tego i życie światowe to dla niego, z całą pewnością,
    najtrudniejsze wyrzeczenie. Jednak musi zrezygnować, musi ćwiczyć samozaparcie, by nie różnić się od świata sposobem swej
    egzystencji. W pewnym stopniu musi faktycznie pozwolić łasce
    pozostać łaską, aby świat nie przestał w nią wierzyć. Zaś chrześcijanin w swej świeckości, z konieczności decydując się na rezygnację, ze względu na świat — nie, ze względu na łaskę! —
    niech znajdzie pocieszenie i bezpieczeństwo (securitas), posiadając łaskę, która nie wymaga żadnej współpracy. Niech zatem
    chrześcijanin nie postępuje śladem Chrystusa, lecz pociesza się
    łaską! Jest to łaska tania, usprawiedliwiająca grzech, ale nie będąca usprawiedliwieniem skruszonego grzesznika, który porzuca swój grzech i nawraca się; nie jest ona takim przebaczeniem
    grzechów, które od nich separuje. Tania łaska to łaska, której
    udzielamy sami sobie.
    Łaska tania to nauczanie o odpuszczeniu grzechów, bez żalu
    za grzechy i postanowienia poprawy, to chrzest bez podporządkowania się kościelnej wspólnocie, to Wieczerza Eucharystyczna bez wyznania grzechów, to rozgrzeszenie bez osobistej spowiedzi. Tania łaska to łaska bez pójścia za Chrystusem, łaska
    bez krzyża, łaska bez żywego Jezusa Chrystusa, który stał się
    człowiekiem. (…)

    • Kościół katolicki i wspólnota luterańska uzgodniły w tej sprawie wspólne stanowisko w roku 1999 w dokumencie „Wspólna Deklaracja w sprawie Nauki o Usprawiedliwieniu Światowej Federacji Luterańskiej i Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan”.

      • Nie tak szybko!
        Rozmowa z biskupem Alfonsem Nossolem na temat podpisanej 31.10.1999 katolicko-luterańskiej deklaracji o usprawiedliwieniu:
        „Marcin Luter dla zobrazowania tej formuły posługiwał się następującą metaforą – jako grzesznicy zostaliśmy okryci płaszczem zasług Chrystusa, jednak tylko zewnętrznie okryci. Łaska usprawiedliwienia nic w nas samych nie zmienia. Człowiek pozostaje równocześnie grzesznikiem i usprawiedliwionym. Co więcej, usprawiedliwienie dokonuje się tylko ze względu na samą wiarę. Luter zwykł swoim studentom mawiać: „Grzesz mocno, ale jeszcze mocniej wierz”. Chodziło mu oczywiście o to, że uczynki nie mają znaczenia dla usprawiedliwienia, istotne są wyłącznie wiara i łaska.
        Natomiast strona katolicka podkreślała, że usprawiedliwienie pociąga za sobą również wewnętrzną przemianę, odnowienie. Człowiek z grzesznika staje się usprawiedliwionym. Oczywiście, to wewnętrzne przemienienie dokonuje się mocą Bożej łaski, do której dochodzi się tylko na drodze wiary. Ale na pewno nie można powiedzieć, że uczynki nie odgrywają żadnej roli.”

        https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TE/usprawiedliwienie_dekl.html

  5. To bardzo obiecujące i bardziej złożone niż zwyklismy myśleć. To co Ojciec napisał otwiera oczu i serce. Dzięki.Kamila

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.