2 komentarz do “Generał Jezuitów wzywa do najważniejszej dziś misji”
Dzisiaj największa niesprawiedliwość dzieje się pomiędzy państwami. Państwa bogate i rozwinięte (Europa, USA) żerują tych biednych i nierozwiniętych. Globalizacja i pogoń za zyskiem sprawia, że różnice między regionami świata się powiększają. Bogate państwa są tez odpowiedzialne za emisję gazów cieplarnianych. A skutki znowu odbijają się na tych ubogich, np. powiększanie obszarów pustynnych w Afryce. Pora więc, w ramach troski o sprawiedliwość, wziąć odpowiedzialność za świat, po prostu. Ale chyba nic z tego, bo nie chcemy zrezygnować z własnego komfortu i dzielić się z innymi. Bo, powiemy, niby dlaczego? U nas są biedni.
Rozumiem przesłanie, które z pewnością jest jakoś w kontekście rzeczywistości krajów Ameryki Płd. Nam tutaj, pojęcie „sprawiedliwość społeczna” źle się kojarzy. I słusznie. Oto bowiem czymże jest? Tym, że ci – których my wskażemy – mają mieć więcej? Ile razy się pomylimy? Ile razy będzie tak, jak w przypadku pierwszych chrześcijan, że sprawiedliwość w obszarze „mieć” prowadzi do patologii?
Więc tak, jest wielkie wołanie o sprawiedliwość. Ale nie o sprawiedliwość odgórną, polegającą na tym, że tym albo tamtym damy „więcej”. Bo grup i ludzi, którzy zaczną walczyć o taką sprawiedliwość będzie dużo. Czyż Polska nie jest obrazem takiej właśnie walki grup społecznych i jednostek? Czy tak rozumiana sprawiedliwość nie posiada wbudowanego zagrożenia tworzenia egoizmów grupowych i indywidualnych?
Więc to wołanie o sprawiedliwość, byłoby lepiej, gdyby wyrażała się sprawiedliwością relacji międzyludzkich i ustanawianiem mechanizmów dla wszystkich bez wyjątku. Takim przykładem, jakże przejmującym, były jezuickie „Redukcje”. To właśnie była sprawiedliwość, bo każdy mógł pracować, bo zasady podziału dóbr dotyczyły wszystkich. Bo „tkanką” zachowań produkcyjnych była moralność, a nie żądza zysku tę moralność wyłączająca.
Dzisiaj największa niesprawiedliwość dzieje się pomiędzy państwami. Państwa bogate i rozwinięte (Europa, USA) żerują tych biednych i nierozwiniętych. Globalizacja i pogoń za zyskiem sprawia, że różnice między regionami świata się powiększają. Bogate państwa są tez odpowiedzialne za emisję gazów cieplarnianych. A skutki znowu odbijają się na tych ubogich, np. powiększanie obszarów pustynnych w Afryce. Pora więc, w ramach troski o sprawiedliwość, wziąć odpowiedzialność za świat, po prostu. Ale chyba nic z tego, bo nie chcemy zrezygnować z własnego komfortu i dzielić się z innymi. Bo, powiemy, niby dlaczego? U nas są biedni.
Rozumiem przesłanie, które z pewnością jest jakoś w kontekście rzeczywistości krajów Ameryki Płd. Nam tutaj, pojęcie „sprawiedliwość społeczna” źle się kojarzy. I słusznie. Oto bowiem czymże jest? Tym, że ci – których my wskażemy – mają mieć więcej? Ile razy się pomylimy? Ile razy będzie tak, jak w przypadku pierwszych chrześcijan, że sprawiedliwość w obszarze „mieć” prowadzi do patologii?
Więc tak, jest wielkie wołanie o sprawiedliwość. Ale nie o sprawiedliwość odgórną, polegającą na tym, że tym albo tamtym damy „więcej”. Bo grup i ludzi, którzy zaczną walczyć o taką sprawiedliwość będzie dużo. Czyż Polska nie jest obrazem takiej właśnie walki grup społecznych i jednostek? Czy tak rozumiana sprawiedliwość nie posiada wbudowanego zagrożenia tworzenia egoizmów grupowych i indywidualnych?
Więc to wołanie o sprawiedliwość, byłoby lepiej, gdyby wyrażała się sprawiedliwością relacji międzyludzkich i ustanawianiem mechanizmów dla wszystkich bez wyjątku. Takim przykładem, jakże przejmującym, były jezuickie „Redukcje”. To właśnie była sprawiedliwość, bo każdy mógł pracować, bo zasady podziału dóbr dotyczyły wszystkich. Bo „tkanką” zachowań produkcyjnych była moralność, a nie żądza zysku tę moralność wyłączająca.