Przedmiot „Historia rozwoju religii” znajdzie się w siatce godzin programu nauczania w szkołach publicznych Republiki Kirgistanu, a przyczyną decyzji władz oświatowych nie są żadne przepychanki polityczne z opozycją, lecz troska o przyszłość dzieci.

Oglądam stolicę tego kraju z bliska i nie mogę się nadziwić zaskakująco dużej liczbie dzieci na ulicach. W większości u boku swoich rodziców, zadbane, radosne. Ponad połowa mieszkańców Kirgistanu nie przekroczyła 25. roku życia, a w ostatnich miesiącach wiele młodych rodzin przyjeżdża tu z Rosji, by osiedlić się na dłużej.
– W tym kraju nikt nie zabrania mi mówić tego, co myślę – tłumaczy mi młody Rosjanin, który przyjechał z żoną i kilkuletnimi dziećmi.
W Azji Środkowej byłem po raz pierwszy. Wybrałem się razem z Prowincjałem, który wizytował w Kirgistanie dzieła apostolskie prowadzone przez jezuitów. Przyznam, że lot nad Morzem Czarnym trochę mnie niepokoił. Coraz więcej tam okrętów uzbrojonych w rakiety manewrujące.
Lądując w Biszkeku, stolicy Kirgistanu, zwróciliśmy uwagę na komunikat przekazywany pasażerom przez załogę samolotu. Rozpoczynał się słowami: „Szanowni państwo, drogie dzieci…” (Ladies and gentlemen, dear children…). Tego typu komunikatów nie spotyka się w krajach Europy, gdzie dzieci jest coraz mniej.
Obecność dzieci w życiu społecznym i szacunek do nich są tu bardzo widoczne. Jeśli nie dadzą się zwabić błyskotkom Zachodu i żadna wojna nie skaże ich na emigrację, ich rodzice i dziadkowie nie będą musieli martwić się o przyszłość. Jest oczywiście wiele do zrobienia, by system edukacji nadążył za przyrostem naturalnym. Bardziej niż gdziekolwiek indziej, potrzeba w krajach Azji Środkowej dobrze wykwalifikowanych nauczycieli.
Nie wykształcą ich europejscy ideolodzy, których działania sprowadzają się często do produkowania kolejnych dokumentów i ustalania skomplikowanych procedur. W Kirgistanie ślimak nigdy nie będzie rybą ani marchewka owocem, jak chcą unijni urzędnicy. Światowe i europejskie gremia zajmujące się globalną edukacją, ekologią i wielokulturowością potrzebują proroków, a nie polityków i urzędników. Niejednokrotnie niszczą te same wartości, których chcą bronić, a ponadto do znudzenia przekonują nas do nowej normalności, która ma zająć miejsce „wstydliwej” normalność naszych dziadków.
Podczas gdy w Europie maleje autorytet duchownych i nauczycieli, a rodzina przestaje być stabilnym środowiskiem rozwoju dzieci, Ministerstwo Edukacji Kirgistanu zdecydowało, że od przyszłego roku wprowadza do szkół publicznych naukę religii. Nowy przedmiot ma dostarczać dzieciom wiedzy na temat różnych wierzeń religijnych, ich historii i teraźniejszości, ich bogactwa i roli w kształtowaniu kultury. Do tej pory rządzący Kirgistanem podchodzili do wszelkich religii z dużą rezerwą i podejrzliwością, obawiając się przeniknięcia do kraju ruchów ekstremistycznych. Nawet jeden z jezuitów powracający w zeszłym roku do pracy w Kirgistanie, został zatrzymany na granicy, bo służby specjalne wciągnęły go „z rozpędu” na listę ekstremistów religijnych.
Kirgistan staje się pomału krajem demokratycznym, szanującym wolność każdego człowieka, ale proces ten utrudnia wszechobecna wciąż korupcja i powracające co kilka lat animozje, które szybko przemieniają się w rewolucje lub przygraniczne konflikty. Mozaikę kultur i narodów, którą rządzący postrzegali jako zagrożenie, teraz próbują przekuć w okazję do międzykulturowego rozwoju. Nauka religii w szkołach ma służyć nie tylko pogłębianiu wiedzy historycznej o obecnych na terenie kraju religiach, ale w dalszej perspektywie przyczynić się do pojednania wielokulturowej ludności w obrębie granic państwowych i do ukształtowania dobrosąsiedzkich stosunków z najbliższymi krajami.
W Polsce próbujemy dotrzymać kroku „zjednoczonej” Europie i wydaje nam się, że od takiego kraju jak Kirgistan, nie mamy się czego uczyć. W Polsce konstytucję może zmienić większość parlamentarna, ale w Kirgizji już nie. Musi się na to zgodzić w referendum większość obywateli. Nauka religii w naszych szkołach stała się katechezą i bardziej dzieli Polaków niż łączy. Młody człowiek niewiele dowie się na tych lekcjach o prawosławiu czy wspólnotach protestanckich. Nie pozna też religijnych zwyczajów żydowskich, nie mówiąc już o religiach azjatyckich. Z trudem przychodzi nam dbać o jedność ponad podziałami i tak wychowywać dzieci, by poznawały i szanowały różne religie, czy choćby bogatą różnorodność wyznań chrześcijańskich w Europie.
Na zdjęciu jezuici przed kościołem parafialnym w Osh w południowym Kirgistanie.
