Misjonarz żegna misjonarza, a wierni swojego spowiednika

Wśród wielu posług, jakie pełnią jezuici, jest jedna bardzo szczególna: misjonarz ludowy. Jeden z misjonarzy odszedł w Wigilię do Pana. Przeczytaj jak go wspomina ojciec Janusz Tereszczuk SJ. W Święto Świętych Młodzianków Męczenników, 28 grudnia, pożegnaliśmy w Radomiu o. Bolesława Sokołowskiego SJ (ur. 1936) – cenionego spowiednika i misjonarza ludowego. Mszy św. przewodniczył Jego Ekscelencja ks. bp. Henryk Tomasik, a okolicznościowe kazanie wygłosił o. Janusz Tereszczuk SJ.

Opowiedział między innymi jak spotkał się z ojcem Bolesławem na rozstaju dróg, gdy udawał się na rekolekcje do Mławy, a ojciec Bolesław miał być w tym czasie na misjach w Ostrołęce.
– Co ojciec tu robi? Misje wam odwołali?
– Można tak powiedzieć – odrzekł.
– Jak to? Co się stało?
Wtedy usłyszał:
– Kościół nam spalili.
Dwa tygodnie później odwiedzili razem ten kościół. Był wypalony do cegły.

Inna historia, jaką przytoczył na pogrzebie przyjaciel i misyjny towarzysz ojca Bolesława, też dotyczyła wspólnych misji. Po zakończonych naukach nie mogli odnaleźć swoich samochodów. Okazało się, że były pod prawie metrową warstwą śniegu. Zajęli się ich odkopywaniem, by zdążyć na kolejne misje. Tamtej właśnie zimy ojciec Bolesław, odwiedzając chorych, zgubił swój misyjny krzyż.

Bardzo zmartwiony, wsiadł po obiedzie do samochodu i pojechał go szukać. Wrócił szczęśliwy po kilku godzinach.
– Gdzie ten krzyż znalazłeś? – zapytał go ojciec Janusz.
– Wpadł w głęboki śnieg, ale go zauważyłem.
Kaznodzieja kontynuował ściszonym głosem: „I to jest ten…” Zamilkł na chwilę i podniósł do góry krzyż misyjny ojca Bolesława. „I to jest ten krzyż, który towarzyszył mu w jego misyjnych wyprawach podczas niezliczonych godzin spędzonych na ambonie. Zawsze w drodze. Zawsze gotowy na niewygody, na trudy, które niesie życie misjonarza. Co tydzień inna kuchnia. Co tydzień inne łóżko, inni ludzie”.

„Opowiadam to, bo większość z was, drodzy przyjaciele z Radomia, znało ojca Bolesława z trochę innej strony. Przez lata widzieliście go w konfesjonale, zatroskanego o Kościół i o Wspólnotę Jezuitów, której był przez wiele lat przełożonym…”

Pełen tekst kazania będzie można przeczytać w przyszłym tygodniu, ale nie tylko ono odświeżyło nam pamięć o ojcu Bolesławie i pozwoliło poznać historie, których nie znaliśmy. Po Mszy św. usłyszeliśmy słowa wdzięczności wypowiedziane przez przedstawicielkę zespołu muzycznego Gaudeamus, który powstał dzięki staraniom naszego zmarłego Współbrata. Słowa „dziękuję” padły ze strony Ojca Prowincjała i Księdza Biskupa. Jakże wielu wspaniałych rzeczy dokonał ojciec Bolesław. Jakże mało o tym mówił. Dzisiaj te szczere słowa wdzięczności uświadamiają nam wszystkim, jak bardzo pokornym był człowiekiem. Jakże wiele, dzięki jego posłudze, Bóg zapisał w ludzkich sercach.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wpisy, Wspomnienia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.