Kazanie na niedzielę 24 września 2023

Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy!” A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych!” Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty”. Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi» (Mt 20,1-16).

Fot. Polska Akcja Humanitarna

Czytaj dalej

Słowo raz wypowiedziane trudno cofnąć

Trudno jest hierarchom Kościoła sprostować ich nieścisłą lub niezgodną z faktami, niefortunną wypowiedź. Osobie powszechnie szanowanej trudniej przyznać się do błędu. Pokora kończy się, gdy autorytet pasterskiej władzy bywa zagrożony. Obserwuję to w ostatnich tygodniach, gdy z uporem maniaka wciąż powielana jest w Polsce, niezgodna z faktami informacja o nienarodzonym dziecku Rodziny Ulmów, które miało ponoć zostać beatyfikowane. Dokumenty beatyfikacyjne tego nie potwierdzają. Skąd wzięła się taka narracja? Czytaj dalej

Niedokończony obraz

Niewiele rzeczy mnie tak inspiruje do refleksji jak niedokończony obraz. Jeden taki wisi we wspólnocie jezuitów w Gdańsku Wrzeszczu. Jan Paweł II to jedyna prawie ukończona postać, która zajmuje prawą dolną część ciemnego tła z którego w górze wyłania się lekko zarysowany krucyfiks. Spuszczony wzrok papieża sugeruje głębokie zamyślenie, a może nawet zatroskanie. Czym się martwi? Może tym, na co wskazuje lekko uniesiony palec jego lewej ręki opartej na klęczniku. Wiodę wzrokiem wzdłuż wskazującego palca papieża i jedynie mogę zobaczyć, że tam jeszcze nic nie ma. No właśnie. Papież Polak wskazuje na coś, czego jeszcze nie ma, a może powinno być. Może czeka na kogoś, kto się spóźni, albo kontempluje miejsce, w którym ktoś już był i pozostawił po sobie pustkę. Obraz zaprasza do kontemplowania tej pustki, tego braku, tego odejścia bez pożegnania lub do kontemplowania miejsca przygotowanego na przyjście kogoś, kto się spóźnia albo zrezygnował z przyjścia na spotkanie.

 

Świat żywych i umarłych w powieści Łukasza Barysa

Oddzielenie zmarłych, co siedzą pod ziemią od świata żyjących na ziemi jest przecięciem na pół jednej rzeczywistości. Jeśli uwolnimy się od tych, którzy odeszli, będziemy skazani na udawane życie. Jeśli przestaniemy rozmawiać mową ziemi, mową przodków, staniemy się dalecy sobie, wszystko obróci się w banał i nic już nie będzie chowało się w mroku.

W powieści Łukasza Barysa „Jeśli przecięto cię na pół” zmarli są odpowiedzią dla żywych i żywi dla zmarłych. Jej głównym bohaterem jest Marcel Kazimierz, nastoletni syn rolnika i pracownicy Orlenu przeciętej na pół w wypadku samochodowym. Jego ojcu blisko do Zeusa, bo włada widłami jak on piorunami, ale daleko do Jezusa, gdyż nie potrafi tak pięknie mówić o ziarnach, po prostu odwala robotę. Jest jeszcze babcia, która nie bierze leków, by zwrócić na siebie uwagę i suczka Saba, a także Milena, która ma dwadzieścia pięć lat i nigdy się nie całowała oraz kilka innych osób z wikarym miejscowej parafii włącznie. Czytaj dalej

Przyszedłem powołać grzeszników, a nie sprawiedliwych (Mt 9,13)

Grzesznicy to ludzie, którzy nie mogą sobie poradzić z własnymi słabościami, ze swoją słabą wolą. Ciągle upadają i ciągle im nie wychodzi postanowienie poprawy. To są właśnie ci, o których Jezus mówi: „Przyszedłem do tych, którzy się źle mają”. Nazywa ich ubogimi w duchu, czyli całkowicie zależnymi od tego, czy Bóg ich uwolni od ich słabości czy nie. Są ludźmi słabego ducha. Popadają wciąż w te same grzechy. Nie są w stanie sami się poprawić. Nie są w stanie uwolnić się od ciągle powracającego grzechu, od myślenia tylko o sobie i grzesznych przyjemnościach. Ciągle to samo, jestem wstrętny, niepoprawny. To są ludzie bezradni wobec własnej grzeszności. Jeśli jesteś taką osobą, to właśnie do Ciebie przychodzi Jezus, aby cię zbawić, aby cię wyzwolić z grzechów i słabości, aby cię wzmocnić.

Ojciec mówi do dziecka: „Poproś Pana Boga, abyś był lepszy”, na co dziecko odpowiada: „Po co będę prosił. Sam się poprawię”. Ubodzy duchem są zaprzeczeniem takiej postawy. Dla nich zbawienie jest darem, który się przyjmuje, a nie zadaniem, które należy wypełnić. Ubodzy duchem już na ziemi doświadczają, że królestwo Boże dostali w prezencie, a nie, że na nie zasłużyli, bo sami się poprawili. Ubodzy w duchu są za wszystko wdzięczni Bogu.

Ludziom samowystarczalnym, którzy uważają, że sami potrafią się zmienić, którzy uważają, że sami potrafią żyć bez grzechu, sami potrafią być bez zarzutu… takim ludziom Jezus nie ma nic do zaproponowania. Przekonanie o własnej samowystarczalności to grzech, jaki oddziela nas od Boga. Nie wtrącaj się Panie Boże – mówimy – ja sam to naprawię. Pójdę do spowiedzi, gdy stanę się lepszy. Nie!!! Idź do spowiedzi po to, aby Bóg uczynił cię lepszym.

Jezus nie wstydził się, że ktoś go zobaczy w towarzystwie celnika Mateusza, współpracownika okupantów, kolaboranta i ździercy. Jezus nie wstydzi się, że ktoś go zobaczy w towarzystwie prostytutki czy zdrajcy. Jezus wstydzi się sprawiedliwego, który nie poda ręki grzesznikowi.

 

„Cezanne” Henriego Perruchota

Tę biografię czyta się z dużą przyjemnością, jeśli wcześniej poznało się powieści Emila Zoli (przyjaciela Cezanne’a), a w szczególności powieść „Dzieło”. Jej główny bohater Klaudiusz Lantier to Paul Cezanne, obraz żałosnego malarza ponoszącego klęskę za klęską, wykolejeńca i pajaca. Lekturę książki tak bardzo Cezanne przeżywa, że kończy długoletnią przyjaźń z Zolą. Henri Perruchot, biograf wielu malarzy, którego książki tłumaczone były na język polski za czasów PRLu, to mistrz łączenia faktów w żywą akcję. Książki Perruchota nie pozostawiają wątpliwości, że poznawanie życia artystów było jego pasją.
– Henri Perruchot, Cezanne, PIW, Warszawa 1968.

Rene Karabasz i jej powieść „Zanim dojrzeją granaty”

Ta powieść jest jak dobry film. Cieszę się, że będzie zekranizowana. Moim zdaniem, klimat albańskiej kultury, którą dość dobrze znam, oddany jest tu bardzo rzetelnie a zarazem twórczo i z dużym ładunkiem emocjonalnym. To co przeżywa bohaterka, zaprzysiężona dziewica, nie jest obce mieszkańcom innych krajów zmagającym się z własną tożsamością płciową i tradycyjnym podziałem ról: chłopcy powinni strzelać i zabijać, a dziewczynki leczyć rany i opłakiwać poległych. „Dom jest tam, gdzie obcięto ci skrzydła”, a jeśli nie chcesz, by rządził tobą Kanun, tracisz honor i jak napiętnowany Kain musisz się błąkać po świecie. To dotyczy także wewnętrznej walki każdego człowieka, który pragnie być ale nie tak, jak go być nauczono. Czy przetrwa?

Starość w niedokończonym opowiadaniu Herlinga-Grudzińskiego

Na siedemdziesiątej stronie „Wiek biblijny i śmierć” już tak rozkręcił się Autor tego opowiadania o długowieczności, że opisuje umieranie spełnionego w miłości fizycznej człowieka „jako stopniowe wychodzenie z życia, aż do szczytowego momentu wiecznego wytrysku”. Znając Biblię nie sposób nie przypomnieć sobie w tym momencie śmierci Abrahama, który „zmarł w później, lecz szczęśliwej starości, syt życia” (Rdz 25,8). Dalej zostajemy wprowadzeni w ciężar starości. Bo gdy przypałęta się jakieś choróbsko, człowiek pragnie „wyrwać się za wszelką cenę z kleszczy bólu”. Opowiadanie nie jest oderwaną od codzienności refleksją filozoficzną, lecz podretuszowaną literacko historią jednego człowieka, Bartolomea Spady, który dożył 130 lat i zdążył jeszcze przed śmiercią doświadczyć cudu uzdrowienia za przyczyną faszystowskiego księdza kapitana Anacleto Pretone. Uzdrowiciel nie wiedział, że starzec był Żydem. Wiedział o tym Mussolini. Nie przeszkadzało mu to, by zrobić z niego maskotkę, symbol długowieczności faszystowskiego Imperium. Gdy Herling-Grudziński pisał to opowiadanie, „dom długowiecznego zarastał chwastami”, a on sam „zginął, ale nie wiadomo w jakich okolicznościach”. Gdy Autor tekstu zapowiada zaskakujący zwrot akcji, niedokończony przed śmiercią rękopis urywa się.

Odporność na przemijanie

Gdy Paul Cezanne zaszył się na prowincji, by malować, uciął wszelkie kontakty ze znajomymi i rodziną. Stracił rachubę czasu, a nieliczne listy, jakie w tym czasie pisał datował „gdzieś w połowie lipca”, „w poniedziałek wieczorem”. To tak jakby żyć w wieczności odnosząc się do czasu i to w sposób przybliżony jedynie po to, by innych nie odrywać od przemijania. Poniżej pochodzący z tego okresu „Dworek w Jas de Bouffan” (1870).

 

Tu i tam – miniatura

Aleksander Perlefter z powieści „Perlefter” Josepha Rotha „lubił zatrzymywać się na mostach łączących Tu i Tam i nie zmuszających tego, co na most wstępował , zdecydować się na jedno albo na drugie”. Nigdy nie był stanowczo Tu ani zdecydowanie Tam, lecz był pomiędzy. Tak samo jak człowiek idący po schodach, o którym trudno zawyrokować czy wchodzi czy też schodzi. Ileż to ludzi na tym świecie żyje pomiędzy! Jedna z bohaterek opowieści Zyty Rudzkiej „latami tkwiła w niewygodnej pozycji, z dłonią na klamce, zawsze przy progu, nigdy naprawdę ani tu, ani tam” (Krótka wymiana ognia). „Ile kostek cukru wrzucić panu do herbaty?” – zapytano kiedyś Edwarda Stachurę. „Bez różnicy, najwyżej nie pomieszam”. Nie da się skoczyć i nie skoczyć zarazem. Zawieszeni nad urwiskiem, bez tożsamości i własnego zdania, czekamy na to, co się wydarzy na jednym lub na drugim brzegu. To, co tam się dzieje opiszą kiedyś w książkach. Będzie wtedy można o tym bezpiecznie poczytać.