Nawet w piekle nie zabraknie Bożej miłości

Od Boga nie da się uciec. On nas stworzył i nigdy nas nie opuści. Nawet w piekle. To dobra nowina dla wszystkich.

Delikatny Bóg pieszczotami stwarzał człowieka, z miłości tkał jego człowieczeństwo. Ukazuje to wyjątkowa płaskorzeźba we francuskiej katedrze w Chartres, pochodząca z XIII wieku. Jakby ilustrowała starożytny aramejski tekst odkryty w El-Amarna w Egipcie: „Czy wstępujemy do nieba, czy też schodzimy do piekieł, nasza głowa jest w Twoich dłoniach” jak za dnia stworzenia.

Czyż dzisiaj człowiek nie powstaje z miłości, czyż nie przychodzi na świat w wyniku miłosnych pieszczot delegowanych przez Boga małżonkom? Rodzice, którzy z wzajemnej miłości powołali mnie do życia, troszczyli się o mnie i zapewniali mi bezpieczeństwo w najtrudniejszych chwilach. Niejednokrotnie Mama gładziła mnie po włosach i z czułością przytulała kształtując moją przyszłość. Czułem się wtedy bezpieczny i kochany. Uczyłem się wrażliwości. Byłem pewien, że pójdzie za mną nawet w ogień. Czyż nie czujemy się podobnie w Bożych rękach kładąc głowę na Jego kolanach i bez lęku doświadczając w Jego obecności błogostanu nawet wtedy, gdy zbierają się nad nami ciemne chmury?

Przenikasz i znasz mnie Panie. Ty ogarniasz mnie zewsząd i kładziesz na mnie swą rękę. Gdy wstąpię do nieba, tam jesteś; gdy do piekła trafię, jesteś przy mnie. Gdybym na skrzydłach jutrzenki odleciał za morza, tam również Twa ręka będzie mnie wiodła i Twoja prawica mnie podtrzyma. Jeśli przyszłoby mi do głowy okryć się ciemnością i mrokiem się otoczyć, to najgłębsza ciemność nie będzie ciemna dla Ciebie, a mrok jak dzień zajaśnieje (por. Ps 139,1-12).

Ten wpis został opublikowany w kategorii Sztuka, Wpisy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

18 odpowiedzi na Nawet w piekle nie zabraknie Bożej miłości

  1. Owieczka pisze:

    Na pewno w piekle nie zabraknie Bożej miłości, bo i tam Pan Bóg też będzie kochał swoje dzieci – bo przez wcielenie Jezusa Chrystusa staliśmy się dziećmi Bożymi (a nie tylko stworzeniami – to w Nowym Testamencie Jezus objawił nowe Boże Imię – Ojciec).
    Tylko czy człowiek, znajdując się w piekle, będzie chciał tę miłość Bożą przyjąć? Ludzie chyba znajdą się w piekle z powodu konsekwentnego odrzucania Boga i Jego miłości. Nas nikt nie będzie musiał sądzić, bo sami się osądzimy. Tak samo jak osądzili się faryzeusze i uczni w Piśmie odrzucając Jezusa – On ich nie odrzucał, On ich nie potępiał, lecz wychodził do nich. Jednak faryzeusze zamknęli się na naukę Jezusa i Go nie przyjęli – sami dokonali sądu nad sobą. Jezus umarł na krzyżu za wszystkich ludzi, także za faryzeuszy, ale czy oni potrafili przyjąć ten Dar?
    Ale czy Bóg po śmierci będzie mógł nas „przymusić” do swojej miłości i do siebie?! To ciekawa teza. Co wówczas z wolną wolą człowieka? Jednak na łamach Pisma Św. można znaleźć podobny przykład – Szaweł, który jest wrogiem Kościoła, prześladowcą! Lecz Bóg wybiera go i objawia się, a wówczas Szaweł staje się Pawłem – gorliwym apostołem Jezusa Chrystusa. A co Szawłami, którym Bóg nie objawił się w tak spektakularny sposób?

  2. Magda pisze:

    Mt 13, 41-42: „Syn człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z jego królestwa wszystkie zgorszenia oraz tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.”

    a gdzie indziej Pan Jezus mówi:
    Jeśli nie będziecie trwać w Miłości Moje, poginiecie w grzechach…

    Moim zdaniem to jest zakłamywanie prawdy, że piekło istnieje. Nawet Maryja w Medjugorie przychodzi i w Fatimie przyszła, żeby ostrzec, że piekło istniej i pastuszkowie widzieli to straszne miejsce pełne męczarni dla dusz oddzielonych od Boga.

  3. Barbara pisze:

    Jezus zbawił grzesznych ludzi. Czyli wszystkich. Dla mnie to Dobra Nowina. Najwyraźniej nie dla wszystkich. Wygląda na to, że ludzie wolą zaryzykować piekłem dla siebie, niż nie zobaczyć w nim swojego wroga.
    Bardzo jestem ciekawa jak sobie Pan Bóg z tym poradzi.

  4. yogitea pisze:

    Jeśli dobrze kojarzę, w Biblii są przykłady gdzie Pan Bóg zmieniał zdanie pod wpływem próśb. Mnie osobiście bardzo pociąga ta perspektywa dosięgnięcia piekła Bożą miłością, a także nadzieją. Wieczne potępienie można tłumaczyć – wielowiekowe. Jednak ostatnio przydarzyła mi się taka sytuacja – pewna Osoba z sąsiedztwa nie lubi mnie, podpadłam jej nie wiem czym, ale reaguje na mnie tak wielką niechęcią, że ja boję się nawet do niej podejść. Dla mnie pojednanie z nią byłoby cudem, marzyłabym o tym naprawdę, ale wydaje mi się, że jej system myślenia i przeżywania jest tak bardzo zdeterminowany, że musiałabym włożyć ogromne starania w to, by do niej dotrzeć, a i tak nie wiem, czy by to się udało (poprzestaję zatem na modlitwie). Więc miałabym nadzieję, że po śmierci byłoby możliwe takie poznanie, jakie nie było możliwe za życia, a z drugiej strony jest też w Ewangelii fragment, jak bogacz prosi, by kto z zaświatów ostrzegł jego brata… Myślę, że są to wielkie tajemnice, ale czy te wielkie zła nie wynikają w gruncie rzeczy z grzechu, ale i błędu, zranienia i bierności bliźnich, nas… W każdym razie czemu tak bronić piekła, czasem można mieć wrażenie, że ktoś bardziej w piekło wierzy niż w niebo… Czemu, czy to nie byłoby piękne, takie nawrócenie, albo takie okazanie, że wszyscy jesteśmy ocaleni… Przecież jest i fragment jak wnoszą paralityka przez dach, on nic nie mówi, nie wyraża zgody albo niezgody… Przecież możemy bardzo o to Pana Boga prosić, by ostatecznie realnie wszyscy byli w niebie. Ciekawy temat, dziękuję z Ojca wypowiedź…

  5. teolog pisze:

    WIDZENIE PIEKŁA ŚW. TERESY z AVILA
    „Pewnego dnia w czasie modlitwy znalazłam się nagle, sama nie wiem jak, z duszą i z ciałem przeniesiona do piekła. Zrozumiałam, że Pan chce mi ukazać miejsce, które czarci mieli dla mnie przygotowane i na które zasłużyłam przez swoje grzechy. Trwało to bardzo krótko, ale choćbym miała żyć jeszcze wiele lat, niepodobna, aby ta chwila wyszła mi z pamięci. Wejście przedstawiało się na kształt długiej i wąskiej uliczki, albo raczej na kształt bardzo nisko sklepionego, ciemnego i ciasnego lochu. Ziemia pokryta była cuchnącym błotem, w którym roiło się od obrzydliwych gadów. Na końcu tego lochu wznosiła się ściana z zagłębieniem w środku, podobnym do szafy; w tę ciasnotę zostałam nagle wtłoczona. Wszystkie okropności, na które patrzałam, były jeszcze rozkoszą w porównaniu z tym, co uczułam w tym zamknięciu. Nie ma żadnej przesady w tym, co tu opisuję. Była to męka, której nie jestem w stanie nawet próbować opisać ani zrozumieć. Czułam w duszy ogień, na określenie którego brak mi wyrazów. Cierpienie moje było tak nieznośne, że ja, która przeszłam ich wiele, i to – jak mówią lekarze – najcięższych jakie człowiek może odczuwać (skurcz wszystkich mięśni, gdy byłam sparaliżowana, nie mówiąc już o innych boleściach, a także o katuszach, jakie zadawały mi czarty), nie znajduję niczego, co można by porównać z męką, jaką tam odczuwałam, spotęgowaną jeszcze świadomością, że jest to męka nieprzerwana, która się nigdy nie skończy. Lecz ta męka ciała była niczym w porównaniu z konaniem duszy, z uciskiem, dusznością, zgnębieniem tak dotkliwym i połączonym ze smutkiem tak rozpaczliwym, z takim poczuciem opuszczenia, że nie znajduję słów, by to wyrazić. Powiedzieć, że bez końca ktoś wyrywa duszę, to mało, bo można by sądzić, że to ktoś inny życie odbiera, podczas gdy tu dusza sama siebie rozszarpuje. Nie umiem opisać tego ognia wewnętrznego ani rozpaczy, która dołącza się do tych wielkich katuszy i boleści. Nie widziałam ręki, która mi te katusze zadawała, ale czułam, że się palę, że jestem targana i sieczona na sztuki. Powtarzam: ten ogień wewnętrzny i ta rozpacz duszy to męka nad wszelkie męki najsroższa. Nie ma nadziei ani pociechy w tym okropnym, smrodliwą wonią przesiąkniętym więzieniu. Nie można usiąść ani się położyć w tym ciasnym zagłębieniu ściany, do którego byłam wtłoczona, same te ściany straszliwe na wejrzenie, ciężarem swoim przygniatają i dławią; nie ma tam światła, dokoła ciemność nieprzenikniona. A jednak – nie rozumiem, jak to być może, ale tak jest – choć nie ma światła, oczy widzą wszystko, co tylko może być przykrego i przerażającego dla wzroku. Nie było wolą Pana, bym wówczas dokładnie ujrzała całe piekło.”

  6. Drogi zliberalizowany ” jezuito ” dobrze wiesz , ze mówisz brednie !? więcej ocierasz o kłamstwo ……… co jest w piekle dobrze o tym daje świadectwo święta s.Faustyna która z rozkazu samego Boga była w piekle …… wspomagana Jego Wszechmocą ……. , nie ma tam żadnej Bożej Miłości ………. tylko Gniew Czystej Boskiej Sprawiedliwości …….. . Ponieważ drogi zatruty Modernizmem tą przeklętą przez Boga herezją ” jezuito” , Bóg nie jest tylko Miłością i Miłosierdziem ale także i to Nieskończoną Sprawiedliwością …… . Tak jest Sprawiedliwym Ojcem ……. co najwyżej złagodzi wieczną karę za nieodpokutowane grzechy śmiertelne popełnione na Ziemi ….. to znaczy da taki wyrok który i tak jest łagodniejszy niż TO na co sobie zasłużyli ludzie potępieni …… swoim grzesznym życiem …… .

    • Wojciech Żmudziński SJ pisze:

      Czyżby „Oazowicz biblijny” szczękał zębami na „zliberalizowanego” jezuitę? Czyżby nie mógł znieść Bożej Nieskończonej Miłości?

      • Ewa Z pisze:

        Jeśli wierzyć Biblii to ani jeden nie ma racji ani drugi.

        Biblia w Koheleta 9,5-6 mówi wprost:

        ponieważ żyjący wiedzą, że umrą,
        a zmarli niczego zgoła nie wiedzą,
        zapłaty też więcej już żadnej nie mają,
        bo pamięć o nich idzie w zapomnienie.
        Tak samo ich miłość,
        jak również ich nienawiść, jak też ich zazdrość – już dawno zanikły,
        i już nigdy więcej udziału nie mają żadnego
        we wszystkim, cokolwiek się dzieje pod słońcem.

        • Wojciech Żmudziński SJ pisze:

          Redaktor Księgi Koheleta, podobnie jak większość redaktorów Biblii Hebrajskiej, nie wierzył w życie po śmierci. Wiara w życie po śmierci zaczęła się rozwijać kilkaset lat przed narodzeniem Jezusa i dopiero faryzeusze głosili zmartwychwstanie i życie wieczne. Dla Koheleta człowiek żyje po śmierci jedynie w swoim potomstwie.

  7. yogitea pisze:

    Szczęść Boże, mnie się podoba :), jednak z uwzględnieniem tego, że i w piekle będzie możliwość zwrócenia się ku Bogu, że szczękanie zębami z nienawiści nie jest jedyną możliwością – ponieważ tak Ojciec wydaje mi się (przepraszam, jak to nadmierna śmiałość) z tego sprytnie wybrnął ;), że co prawda Bóg będzie kochał, ale człowiek będzie szczękał zębami i wtedy w gruncie rzeczy sens różnicowania to precyzowanie w kierunku oczyszczania obrazu Boga, a i tak zakładamy, że piekło to ostateczne cierpienie na zawsze. Pytałabym czy mogę tutaj odczytywać w tym tekście nadzieję na powszechne zbawienie, którego możliwość sięgałaby dalej za granicę ziemskiego życia (mam tu na myśli np. intuicje księdza Hryniewicza)…? 🙂

    • Wojciech Żmudziński SJ pisze:

      Zawsze możemy mieć nadzieję, że Bóg zdoła wszystkich zbawić. Nie dał nam jednak takiej gwarancji, chociaż niektórzy twierdzą, że jeśli Bóg ma taki cel, to czyż nie osiągnie go w 100%? Człowiek bywa bardzo uparty, a Bóg szanuje naszą wolność. Znamy historię Jonasza, który do końca znanej nam księgi, nie pogodził się z Bożym miłosierdziem uważając, że Bóg jest niekonsekwentny przebaczając tak wielkie zbrodnie, których dopuścili się Niniwici. Czy możliwe jest, że ktoś zrezygnuje z nieba tylko dlatego, że nie będzie chciał przebaczyć i spędzić wieczności obok znanego mu za życia zbrodniarza? Któż to wie?

  8. Zbyszek pisze:

    Nie wiem czy powyższe rozważanie nie jest sprzeczne z ogólnie nauczaną perspektywą katolicką. Ta perspektywa jest następująca:
    1. Człowiek grzeszy i jest winny swoich grzechów.
    2. Grzeszny człowiek jest oddzielony do Boga i nie może się z nim spotkać.
    3. Człowiek powinien odrzucić swoje grzechy, zmienić swoje życie, przejść jakąś formę religijnego oczyszczenia.
    4. I wtedy w nagrodę może dostąpić godności spotkania z Bogiem, kontaktu z Nim.

    To właśnie starotestamentalni duchowni zarzucali Panu Jezusowi, że idzie się spotykać z grzesznikami. Zresztą jakby postępowanie Jezusa było odwróceniem tych zasad. Gdy spotkał złoczyńcę Mateusza, to nie było najpierw ani wyznania grzechów, ani żalu za nie, ani poprawy postępowania. Najpierw było SPOTKANIE z Bogiem czyli oferta „Dziś będę jadł w twoim domu” – najwyższy możliwy honor. I to właśnie spowodowało zarówno żal za grzechy, jak i poprawę życia.

    Więc co jest najpierw? Jaka kolejność jest właściwa? Czy możemy być w pełnym kontakcie z Bogiem, gdy jesteśmy w „stanie grzechu”? Czy nie najpierw trzeba się oczyścić? Czy Bóg nie jest Sędzią sprawiedliwym, który za dobre nas NAGRODZI, a za złe UKARZE?

    • Wojciech Żmudziński SJ pisze:

      Zacytowany punkt 4. jest niezgodny z nauką Kościoła. Spotkanie z Bogiem, ani zbawienie, nie jest nagrodą za dobre sprawowanie. Natomiast człowiek może odrzucić Bożą miłość, którą Bóg chce go obdarzyć w pełni, może się od Niego odwrócić. Ale Bóg nie przestaje nas kochać, gdy się od niego odwracamy. Tajemnicą piekła jest nie to, że „Bóg karze” (bo nie karze), tylko to, że człowiek odrzuca Bożą miłość. W piekle, jeśli ktokolwiek tam się wybiera, to nie zostanie pozbawiony Bożej miłości; gorzej: nie będzie w stanie tej miłości znieść. Będzie szczękał zębami z nienawiści do miłosiernego Boga.

      • Kamila pisze:

        Wolę myśleć, że będzie cierpiał z powodu świadomości odrzucenia i utraty tej miłości, niż z nienawiści.

      • Zbyszek pisze:

        Piękna odpowiedź.

        A jednak trochę komunia święta jest nagrodą za nawrócenie i poprawę 🙂 Najpierw jest żal za grzechy, najpierw jest mocne postanowienie poprawy, najpierw jest wyznanie grzechów, najpierw jest ZADOŚĆUCZYNIENIE i dopiero wtedy jest SPOTKANIE z Bogiem, w komunii.

    • Kamila pisze:

      Perspektywa Jezusa i Ewangelii jest taka:
      1. człowiek grzeszy (Łk 19,2; Łk 19,7)
      2. grzeszny człowiek pragnie spotkać się z Bogiem (Łk 19,3)
      3. Bóg przychodzi do człowieka (Łk 19,5)
      4. człowiek się nawraca (Łk 19 8)
      a katolicka nie może się od niej różnić.

      1 Potem wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. 2 A pewien człowiek, imieniem Zacheusz, który był zwierzchnikiem celników i był bardzo bogaty, 3 chciał koniecznie zobaczyć Jezusa, któż to jest, ale sam nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. 4 Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. 5 Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: «Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu». 6 Zszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. 7 A wszyscy, widząc to, szemrali: «Do grzesznika poszedł w gościnę». 8 Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: «Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogoś w czymś skrzywdziłem, zwracam poczwórnie». 9 Na to Jezus rzekł do niego: «Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. 10 Albowiem Syn Człowieczy przyszedł odszukać i zbawić to, co zginęło».

      • Zbyszek pisze:

        Jak nie może, jak może? 🙂
        1. człowiek grzeszy
        2. grzeszny człowiek pragnie spotkać się z Bogiem
        3. Bóg nie przychodzi do człowieka, bo księża mówią, że człowiek nie jest godzien i najpierw musi się nawrócić: wyznanie grzechów, żal za grzechy, mocne postanowienie poprawy, zadośćuczynienie
        4. człowiek się nawraca
        5. Bóg przychodzi do człowieka w sakramencie komunii

  9. Kamila pisze:

    Brakowało mi Ojca prowokacji.

Pozostaw odpowiedź Owieczka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.